Jak twierdzi Barry Bausano, jeden z szefów finansów w Deutsche Bank, sprzyjają temu dwucyfrowe zyski, które przyciągają kolejnych inwestorów.

“Spodziewamy się napływu kapitału w 2010 roku i latach następnych. Oczekiwany wzrost stanowi odzwierciedlenie trwałego popytu instytucjonalnego na zyski obarczone większym ryzykiem wobec niskiego zwrotu kapitału z obligacji i rozczarowujących swoją pasywnością zysków z akcji” – mówi Bausano, który pracuje dla Deutsche Banku w Nowym Jorku.

Globalne fundusze hedgingowe powracają do formy znacznie szybciej niż zakładali inwestorzy w sondażu Deutsche Banku w lutym, mimo że regulatorzy zapowiadają zaostrzenie przepisów dotyczących funduszy, a część menedżerów, jak np. z nowojorskiego Galleon Group, odpowiadać będzie za tzw. insider trading, transakcje realizowane dzięki poufnym informacjom. 

Aktywa funduszy wzrosły we wrześniu do 1,53 bln dolarów, wobec 1,33 bln dolarów w marcu. W porównaniu ze szczytem notowanym w czerwcu 2008 roku, kiedy zasoby funduszy wynosiły 1,93 bln dolarów, ich wartość skurczyła się o 31 procent – wynika z danych firmy badawczej Hedge Fund Research w Chicago.

Wszystko wskazuje na to, że to Deutsche Bank i Credit Suisse Group przejmą obecnie największy udział w rynku od dominującego wcześniej duetu brokerskiego w Goldman Sachs i Morgan Stanley, gdyż fundusze hedgingowe, przerażone upadkiem Lehman Brothers Holdings w zeszłym roku, przeniosły swoje interesy gdzie indziej – oceniał Brad Hintz, analityk firmy Stanford Bernstein & Co.