Rząd w walce z kryzysem zapowiedział wprowadzenie Pakietu Antykryzysowego resortu pracy, pakietu Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, Rezerwy Solidarności Społecznej oraz dopłat do kredytów dla osób tracących pracę.

Ze względu na trudną sytuację w budżecie w lipcu rząd wycofał się z wykorzystania środków z rezerwy dla najuboższych rodzin, mimo że od stycznia na ten cel została podniesiona akcyza na piwo i wybrane samochody. W efekcie podatnicy wpłacą z tego tytułu do budżetu 1,1 mld zł, jednak środki te nie trafią m.in. do rodzin wielodzietnych, ale załatają dziurę w budżecie.

Jak sprawdziliśmy, nie lepiej jest także z pozostałymi trzema rozwiązaniami. Cieszą się one praktycznie zerowym zainteresowaniem.

Z dopłat do kredytów hipotecznych, które obowiązują już od 5 sierpnia, skorzystało do tej pory zaledwie 631 osób. A rząd szacował, że będzie ich prawie 50 tysięcy.

Tak samo jest z Pakietem Antykryzysowym resortu pracy, który przewiduje, że firmy w kłopotach, które decydują się na przestój lub obniżenie wymiaru czasu swoim pracownikom, mogą otrzymać dopłaty do ich pensji. Do tej pory, od prawie trzech miesięcy, do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, który zajmuje się udzielaniem tej pomocy, zgłosiły się... 63 firmy.

Na palcach jednej ręki można też policzyć firmy szkoleniowe, które oferują osobom tracącym zatrudnienie tzw. dodatki relokacyjne czy motywacyjne ze środków UE. Eksperci podkreślają, że rząd zbyt późno doprowadził do uchwalenia niezbędnych ustaw, które miały zapobiegać skutkom kryzysu. Dodają, że część zawartych tam przepisów jest zbyt restrykcyjna.

– Możliwość uzyskania dopłat jest obwarowana tak wyśrubowanymi wymogami, że wiele firm nie będzie z nich korzystać – mówi Małgorzata Krzysztoszek z PKPP Lewiatan.

Więcej czytaj na: Nie sprawdziły się rządowe programy antykryzysowe