Z drugiej strony… no właśnie, jeżeli za umocnieniem złotego stoją spekulacyjne fundusze posiłkujące się strategią carry-trade w oparciu o słabnącego dolara, to można spodziewać się równie radykalnego odwrotu od złotego i innych walut emerging markets, gdyby dolar miał dalej się umacniać. 

Wczoraj wieczorem notowania EUR/USD naruszyły istotną strefę wsparć 1,4842-59 schodząc do 1,4821. Szybka kontra w górę sprawiła jednak, iż na razie incydent ten można uznać za naruszenia wsparcia w ramach pewnego tolerancyjnego filtra i nie padł jeszcze sygnał sprzedaży oparty o mini-formację 2B i szerszy układ podwójnego szczytu na 1,5048-61. Co stało za wczorajszym wzmocnieniem dolara? Niewątpliwie pogorszenie się nastrojów na nowojorskiej giełdzie (na razie to zwykła korekta), a także spadki cen ropy po informacjach o wyższych zapasach tego surowca. W pewnym sensie do umocnienia dolara można przypisać także dane o cotygodniowym bezrobociu, które spadło do 502 tys. Teraz lepsze dane z rynku pracy będą oznaczać aprecjację amerykańskiej waluty, gdyż w pewnym stopniu będą przybliżać nas do zapowiedzi podwyżki stóp procentowych przez FED. Chociaż realnie jest to jednak wciąż dość daleka perspektywa.

Dzisiaj rano euro wsparły ciut lepsze dane o wzroście niemieckiego PKB w III kwartale, chociaż rozczarowała Francja. Dla inwestorów kluczowe będą, zatem dane o godz. 11:00 publikowane dla całego Eurolandu. Oczekuje się, iż w III kwartale gospodarka wzrosła o 0,5 proc. kw/kw, a w ujęciu rocznym jej spadek wyhamował do -3,9 proc. r/r. Poza tym wpływ na EUR/USD będą mieć dzisiaj jeszcze dane z USA, a konkretnie wrześniowy deficyt handlowy (godz. 14:30) i nastroje konsumenckie na połowę listopada (godz. 15:55).

W kraju na uwagę zasługuje dzisiejsza wypowiedź Haliny Wasilewskiej-Trenkner. Członkini RPP przyznała, iż złoty ma szanse jeszcze zyskać, a relacja długu publicznego do PKB nie powinna w tym roku przekroczyć 50 proc., a w przyszłym 55 proc. Wczoraj w podobnym tonie wypowiadał się wiceminister finansów Ludwik Kotecki. Zapowiedział on przy tym przedstawienie do końca roku tzw. reguły wydatkowej będącej elementem nowego planu konsolidacji finansów publicznych. Z kolei w styczniu rząd powinien przyjąć nowy program konwergencji. W najbliższych godzinach krajowi inwestorzy będą czekać na dane GUS o październikowej inflacji, która mogła spaść do 3,2 proc. r/r z 3,4 proc. r/r we wrześniu. Poza tym opublikowane zostaną też dane o podaży pieniądza M3 w tym samym okresie. Dzisiaj rano pojawiły się odczyty dynamiki PKB w Czechach i Słowacji w III kwartale (lepiej od oczekiwań), a także Węgier (nieco gorzej od prognoz, ale lepiej, niż w II kwartale). To może wspierać nastroje, chociaż po części było już wcześniej zdyskontowane przez rynek.

EUR/PLN: Spodziewana wczoraj korekta wartości złotego była krótsza i zakończyła się już nieco powyżej 4,15. W zamian za to dzisiaj rynek zszedł w okolice psychologicznej bariery 4,10. Dzienne wskaźniki wyraźnie potwierdzają trend spadkowy na tej parze. Nie oznacza to jednak, że do naruszenia 4,10 potrzebny będzie nowy impuls, w postaci powrotu EUR/USD powyżej 1,4950. W przeciwnym razie rynek może zacząć realizować kilkudniową korektę w okolice 4,15-4,17.

USD/PLN: Notowania konsolidują się wokół naruszonych dwa dni temu wsparć na 2,76. Wczoraj i dzisiaj nie doszło jednak do pogłębienia wtorkowego dołka na 2,7350. Dzienne wskaźniki potwierdzają trend spadkowy, co nie wyklucza jednak korekty. Będzie ona jednak zależeć od zachowania się EUR/USD. Jeżeli nie uda się powrócić powyżej 1,4950 to USD/PLN po znalezieniu wsparcia w rejonie 2,74-2,75 ma szanse ruszyć na północ w okolice 2,80-2,82 w kolejnych dniach.

EUR/USD: Wczorajsze tąpnięcie odznaczyło się na dziennym wykresie. Na razie jednak nie na tyle, aby na trwałe wyrokować dłuższą korektę. Od tego czy tak się stanie zależeć będzie test okolic 1,4950. Jeżeli nie uda się ich sforsować, to będzie to sygnał mogący sugerować zejście EUR/USD w okolice 1,4665-1,4700 w kolejnych dniach.