Poniekąd w ich cieniu wiedeńska giełda usilnie pracuje nad konsolidacją w Europie środkowo-wschodniej. W tym celu kupuje udziały w niektórych sąsiednich instytucjach i współpracuje z innymi. Jest to strategia obliczona na rozwój giełdy i uczynienie z niej regionalnej siły. Wiedeń chce stworzyć spory rynek (nawet jeśli nie na skalę europejskich gigantów), atrakcyjny dla regionalnych emitentów i oferujący bankom i domom maklerskim jedną uproszczona platformę obrotu.

Zakupy u sąsiadów

Konsolidacja rozpoczęła się w maju 2004 r., gdy wiedeńska „bursa” weszła w skład austriackiego konsorcjum, które kupiło większość udziałów w budapesztańskiej giełdzie papierów wartościowych. Jednak ważne rzeczy zaczęły się dziać dopiero w zeszłym roku, gdy zwiększyła posiadane w niej udziały do tuż ponad 50 proc., zyskując niekwestionowana kontrolę. Wkrótce potem uzyskała dominujący udział (92,7 proc.) w giełdzie w Pradze, a potem, w listopadzie, 81 proc. w Lublanie w Słowenii. W wyniku tych transakcji powstał sojusz czterech regionalnych rynków, który Wiedeń ma nadzieje rozszerzyć.

– Obecnie jesteśmy w fazie konsolidacji – mówi Heinrich Schaller, jeden z dwóch dyrektorów naczelnych giełdy. – Pierwszym celem jest przejście z czterech stosowanych obecnie systemów na jedną wspólną platformę. Planuje się standaryzację na bazie systemu obrotu Xetra, stosowanego w Wiedniu. Przejście na wspólne systemy znacznie ułatwi życie wielu międzynarodowym maklerom, którzy już korzystają z wiedeńskiego rynku – choć tych, którzy chcą handlować na pozostałych trzech giełdach, nadal obowiązuje procedura formalnego zgłoszenia. Jednak dyrektor Schaller ma nadzieję, że z czasem ograniczy biurokrację.

– Celem jest harmonizacja przepisów. To prawda, że trzeba będzie przestrzegać krajowych praw, ale przynajmniej pod względem technologii wszystko powinno stać się łatwiejsze. Fala konsolidacji nieuchronnie wywołała falę spekulacji na temat kolejnego „celu” Wiednia. Niewykluczone jednak, że na krótką metę skoncentruje się on na „domowych porządkach”, takich jak odkupienie mniejszościowych udziałów w giełdach praskiej i ljubljańskiej – choć wymagałoby to rozwiązania skomplikowanych kwestii prawnych.

Warszawa niechętna

Wydaje się, że możliwości innych mariaży są ograniczone. Jak zwykle, w grę wchodzą delikatne uczucia narodowe. – Nigdy nie zdecydowalibyśmy się na wrogie przejęcie – podkreśla dyrektor Schaller. Drugim problemem jest brak sprzedających. – W tej chwili nie ma konkretnych okazji – przyznaje – ale jesteśmy zainteresowani jak zawsze. „Najgrubszą zwierzyną” byłaby Warszawa. Rząd polski – jedyny właściciel giełdy – wszczął procedurę przetargową jej sprzedaży, zastrzegając, że państwo zachowa blokujący udział mniejszościowy. Wiedeń okazał znaczne zainteresowanie.

Zdaniem analityków Wiedeń wie jednak, że nie jest mile widziany. Rząd polski wielokrotnie dawał do zrozumienia, że chciałby dla Warszawy związku z jednym z większych europejskich sojuszy. Pozostają zatem Bałkany: Bułgaria i Rumunia. Z rozmaitych oficjalnych wypowiedzi wynika, że utrzymywane są kontakty z chorwackimi bankami i domami maklerskimi w sprawie współpracy z giełdą w Zagrzebiu.

Serbski rynek papierów wartościowych byłby interesujący, zwłaszcza gdyby Serbia rozwijała powiązania z Unią Europejską i miała z czasem uzyskać członkostwo. Także Bułgaria byłaby atrakcyjnym celem, szczególnie że państwo, które ma 44 proc. udziałów w giełdzie, dwa lata temu podjęło już próbę sprzedaży, z której jednak się wycofało. Podobnie atrakcyjna byłaby giełda bukareszteńska – ale tu przeszkodą jest ustawowe ograniczenie głosów, przysługujących jednemu akcjonariuszowi – do 5 proc.

Zarobek na indeksach

Wszystko wskazuje zatem, że Wiedeń uzbroi się w cierpliwość i skupi na razie na rozwijaniu opłacalnej działalności ubocznej: tworzeniu krajowych – a ostatnio także regionalnych – indeksów akcji i dostarczaniu danych. Obecnie giełda sporządza 44 indeksy, w tym 24 dotyczące rynków środkowo- i wschodnioeuropejskich i WNP. Te produkty nie tylko przynoszą dochody, ale pomagają też w budowaniu więzi i przezwyciężaniu obaw – a niekiedy torują drogę do przejęcia. Wiedeń ma wiele umów o współpracę z mniejszymi giełdami na Bałkanach, które z czasem mogą wejść w jego orbitę.

Austriacy starają się także wykorzystać możliwości, jakie daje tworzenie indeksów na podstawie własnych zasobów danych. Ostatnio wiedeńska giełda wprowadziła dwa indeksy wiodących spółek, notowanych na jej czterech połączonych rynkach (w przyszłości mają one działać pod wspólna nazwą: CEE Stock Exchange Group). Pierwszy, indeks 25 spółek wiodących pod względem aktywności obrotu i kapitalizacji, już jest stosowany przez austriacką grupę Raiffeisen i niemiecki Hypovereinsbank jako podstawa instrumentów pochodnych. Mimo że na horyzoncie nie rysują się nowe przejęcia, Wiedeń dba o utrzymanie gotowości. W czerwcu sfinalizowano operację pozyskania 65 mln euro kapitału na przejęcia. – Chcemy być gotowi do dalszej ekspansji – mówi dyrektor Schaller.