"Silniejszy juan to część pakietu niezbędnych reform" - powiedział szef MFW na konferencji w Pekinie. Jak wyjaśnił, podniosłoby to siłę nabywczą chińskich gospodarstw domowych, zwiększając udział popytu konsumpcyjnego w tworzeniu PKB.

"Większy popyt wewnętrzny w Chinach, w połączeniu z wyższą stopą oszczędności w USA pomoże zrównoważyć światową strukturę popytu i zapewni stabilniejszy wzrost światowej gospodarki" - uważa Strauss-Kahn.

W latach 2005-2008 Pekin pozwolił na aprecjację juana wobec dolara o około 20 proc. Podczas kryzysu ponownie jednak usztywnił kurs swojej waluty, aby podnieść konkurencyjność chińskiego sektora eksportowego, stanowiącego motor tamtejszej gospodarki.

Stanowi to przeszkodę dla rozwiązania problemu tzw. globalnej nierównowagi finansowej, którą państwa G20 uznały za jedną z najważniejszych przyczyn kryzysu. Przejawia się ona m.in. ustawicznym deficytem w bilansie handlowym USA, oraz nadwyżką w bilansie handlowym Chin. Pozwoliło to Pekinowi na akumulację ogromnych rezerw walutowych, które następnie lokowane były na amerykańskich rynkach finansowych, obniżając tam koszt pieniądza.

Aby zlikwidować tę nierównowagę, USA w większym niż dotąd stopniu muszą oprzeć wzrost gospodarczy na eksporcie, Chiny zaś na popycie wewnętrznym i imporcie. Oprócz pobudzenia rozwoju sektora usług oraz rozbudowy instytucji państwa dobrobytu, wymaga to od Pekinu przede wszystkim uwolnienia kursu juana.

Prezydent USA Barack Obama zapowiedział, że poruszy problem niedowartościowanego juana podczas swojej trzydniowej wizyty w Chinach, która rozpoczyna się w poniedziałek. Będzie jednak zapewne ostrożny, aby nie zniechęcić Pekinu do inwestowania w amerykańskie obligacje skarbowe, których masowa emisja pozwala pokryć koszty walki z recesją.