Dotacje na e-biznes przyznawane w ramach programu Innowacyjna Gospodarka 8.1 to największy hit unijnej pomocy dla polskich przedsiębiorców. Było to widać trzy tygodnie temu, gdy przed urzędami w całym kraju ustawiły się kolejki rodem z PRL. Złożono 2,8 tys. wniosków na sumę 1,9 mld zł, choć do rozdania było jedynie 135 mln zł. – Ludzie są przekonani, że biznes w internecie jest skazany na sukces, a dotacja pewna, gdy już się przejdzie selekcję – mówił wtedy Adam Zygadlewicz z Fundacji Polak 2.0.

Tegoroczni e-biznesmeni nie wiedzą jednak, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Rok temu z ponad 450 chętnych Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przyznała dotacje 222 firmom. Ale choć obiecano im w sumie blisko 95 mln zł dofinansowania, do tej pory przelano tylko niecałe 11 mln zł. Jakiekolwiek pieniądze (zazwyczaj tylko zaliczki) dostało zaledwie 75 firm! Wszyscy przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy – w sumie 50 – mówią zgodnie: – Wygrać konkurs i podpisać umowę o dotację było łatwo. Ale wywalczenie przyznanych pieniędzy to droga przez mękę.

Wielu z nich zaciągnęło kredyty, zainwestowało oszczędności, a nawet sprzedało mieszkania, by rozwijać własny e-biznes. – Za dwa tygodnie zamykamy drugi z trzech etapów projektu, pieniędzy nie dostaliśmy jeszcze za pierwszy – mówi Paweł Stepf z poznańskiej firmy BlueOcean. Paweł Tyszer z wrocławskiej spółki Mis24.pl zakończył już projekt, a dotąd nie dostał nawet części dotacji.

Podobnie jest w całym kraju. Przedsiębiorcy zaczynają się obawiać, że jeżeli pieniądze nie przyjdą szybko, będą mieć problemy z płynnością. Zdaniem Jerzego Kwiecińskiego, byłego wiceministra rozwoju regionalnego, sytuacja rzeczywiście jest niebezpieczna. – PARP ma niezłe wyniki w rozpisywaniu konkursów na unijne dotacje. Teraz powinna popracować nad tempem wydawania tych pieniędzy. Jeżeli to się nie poprawi, mogą się nawet zacząć bankructwa – dodaje Kwieciński. Ani Agencja, ani Ministerstwo Rozwoju Regionalnego nie odpowiedziały na nasze pytania o problemy z płatnościami.