Ustanowienie kolejnego maksimum skłania jednak od razu do pytania, czy powtórzy się scenariusz z końcowych dni ubiegłego miesiąca, kiedy to nowy szczyt zamiast zostać przez inwestorów potraktowany jako zachęta do kupna, skłonił ostatecznie do realizowania zysków. Zakładając, że od II połowy sierpnia nasz znajduje się w trendzie bocznym (od sierpniowego szczytu oddalił się na razie jedynie o 3,6 proc.), taki wariant trzeba przyjąć za bardzo prawdopodobny. Tym bardziej, że Stochastic, oscylator wskazujący momenty wyprzedania i wykupienia rynku, znalazł się już na poziomie, przy którym WIG ustanawiał dwa wcześniejsze maksima.

Nie ma wątpliwości, że zachowanie warszawskiego parkietu najbardziej zależy od koniunktury na zagranicznych giełdach. Taki wniosek potwierdza analiza struktury obrotów z ostatnich dni. W minionym tygodniu udział dużych zleceń (powyżej 10 tys. euro) w obrotach papierami z WIG20 wyniósł 75,5 proc., najwięcej od III tygodnia października. Jednocześnie to odsetek bliski tegorocznemu maksimum. Równy największemu w tym roku udział dużych zleceń w obrotach odnotowaliśmy w przypadku handlu walorami z mWIG40. Wyniósł 78,7 proc.. Jednocześnie w tej grupie spółek średnie obroty na sesję osiągnęły tegoroczny rekord (314 mln zł). Widać więc, że karty na rynku rozdają najwięksi gracze. Sądząc po jednoczesnym umacnianiu się złotego, w dużej części są to inwestorzy zagraniczni.

Dziś po początkowym wzmocnieniu się złotego (frank szwajcarski spadł poniżej 2,71 zł) zaczęła się realizacja zysków z trwającej praktycznie bez przystanku przez 9 kolejnych sesji aprecjacji naszej waluty. W tym czasie frank potaniał o ponad 13 groszy. Zszedł do poziomu notowanego ostatnio w I połowie września. Frank zaczął odrabiać straty z chwilą, gdy na świecie zyski względem dolara zaczęło oddawać euro. Ponownie barierą okazał się poziom 1,5. Stawia on opór od ponad 4 tygodni. Zachowanie dolara jest istotne dla inwestorów giełdowych, gdyż obrazuje skłonność do przeprowadzania transakcji typu carry trade. Rzutuje zaś na nią chęć podejmowania ryzyka.

Na dobre nastroje w I połowie dnia wpływają wyraźnie lepsze od spodziewanych wyniki PKO BP za III kwartał. Dziś kończy się okres publikacji przez nasze spółki rezultatów za ten okres. Teraz istotne będzie to, jak wpłyną one na wyceny firm przez analityków. O ostatecznym wyniku sesji zadecyduje jednak zapewne publikacja danych o amerykańskiej sprzedaży detalicznej w październiku.

WYKRES DNIA

Oprócz rozczarowania pogorszeniem się nastrojów amerykańskich konsumentów badanie Uniwersytetu Michigan przyniosło wzrost oczekiwań inflacyjnych. Spodziewana w perspektywie inflacja sięga 3,1 proc.. Średnio w ostatnich 12 miesiącach było to 2,9 proc. Nie mamy więc jeszcze pod tym względem niepokojącej sytuacji. Ani sam poziom spodziewanej inflacji, ani zmiana oczekiwań nie odbiegają od poziomów występujących w przeszłości. W porównaniu z okresem wychodzenia z recesji z I połowy obecnej dekady oczekiwania jednak przyspieszają znacznie szybciej.

Notowania EUR/USD

Dawno już nie mieliśmy sytuacji, gdzie mediana prognoz dla EUR/USD na koniec obecnego roku znajdowała się powyżej bieżących notowań. Tak jest z krótką przerwą od połowy października. To kontrastuje z ogólnym przekonaniem, że „wszyscy” spodziewają się dalszego osłabiania się dolara. Obecna sytuacja ma miejsce po tym, jak przez wiele miesięcy prognozy podążały za rosnącym kursem.

W takich warunkach optymizm analityków trzeba traktować jako sygnał ostrzegawczy przed możliwą zmianą kierunku przez EUR/USD. Widać, że rzeczywistość ma trudności ze sprostaniem oczekiwaniom specjalistów. Można więc zakładać, że ewentualny kolejny ruch w dół EUR/USD będzie zwiększał skłonność do obniżania prognoz. To zaś w konsekwencji sprzyjałoby powstaniu trwalszej tendencji spadkowej.