Szefowie internetowych firm hazardowych są przekonani, że po burzliwych dwóch latach, podczas których po obu stronach Atlantyku atakowali branżę politycy i policja, nadszedł stabilny rok i zaczynają się otwierać nowe regulowane rynki. Francja, niegdyś idąca w przedniej straży armii państw twardo przeciwstawiających się hazardowi on-line (chodzi przede wszystkim o ochronę państwowych firm gier losowych i zakładów wzajemnych), już za kilka miesięcy zalegalizuje regulowany rynek – choć z pewnymi ograniczeniami.

Włochy, mając na widoku wpływy podatkowe, w zeszłym roku zrobiły pierwsze kroki w kierunku internetowego pokera, a teraz otwierają rynek dla bingo, kasyna i innych gier. Z Danii, Belgii i Szwecji dobiegają pomyślne dla branży odgłosy. Pojawiają się też pierwsze znaczne pęknięcia w zawartej trzy lata temu antyhazardowej umowie między niemieckimi landami. Ralph Topping, dyrektor organizującej zakłady brytyjskiej firmy William Hill, mówi: – W Europie widać olbrzymi wzrost. Jesteśmy bardzo pewni następnych dwóch–trzech lat.

Jeszcze półtora roku temu taki optymizm byłby zupełnie nie na miejscu. Szefom branży groził areszt, gdyby postawili stopę w krajach takich, jak Francja, Turcja i USA, gdzie władze ścigały spółki za nieprzestrzeganie przepisów zabraniających hazardu. Wzrost hazardu on-line odbywa się po części kosztem przedsiębiorstw działających „na lądzie”. Zakazy palenia boleśnie uderzają w kasyna i salony bingo; wobec recesji odległe centra hazardu stały się niedostępne; a tradycyjni operatorzy mają własne regulacyjne problemy. Trzeba zarazem przyznać, że do wzrostu przyczyniło się także wejście na rynek takich produktów, jak zakłady przyjmowane podczas trwania zdarzenia (w czasie rzeczywistym) i atrakcyjność zakładów sportowych.

Nie można powiedzieć, by recesja nie dała sie we znaki internetowemu hazardowi. Operatorzy odczuwają wpływ bezrobocia, rosnących podatków i ściślejszej kontroli ze strony emitentów kart kredytowych. Warwick Bartlett, dyrektor naczelny Global Betting and Gaming Consultants, mówi, że recesja uderza w zyski z pokera on-line i z zakładów sportowych. Ogólnie rzecz biorąc, rynek internetowego hazardu wykazuje dużą wytrzymałość – ale na pewno nie jest całkowicie odporny na presję szerszych warunków ekonomicznych. Uwzględniając ekspansję szerokopasmowego dostępu do internetu i projekcje rozwoju e-hazardu w oparciu o technologię, m.in. o telefony komórkowe, GBGC przewiduje wzrost rentowności brutto w światowej branży hazardu on-line o niemal 10 proc. w tym roku, a w ciągu następnych trzech lat – dwucyfrowe wskaźniki wzrostu.

– Brazylia, Argentyna i Meksyk to trzy kraje, w których rynki będą rosły w miarę wzrostu penetracji szerokopasmowego internetu – mówi Warwick Bartlett. W charakterze twardych orzechów do zgryzienia pozostają dwa wielkie rynki: amerykański i chiński. Europejscy operatorzy działający w USA, sparzywszy się przed trzema laty na antyhazardowej akcji, zrezygnowali z milionów dolarów przychodu z najlepszego rynku i ostrożnie podchodzą do oznak zwrotu w polityce. Chiny to jeden z tych rynków, o jakich branża marzy – ale hazard jest tam nielegalny, a niebezpieczeństwo represji – bezustanne (chociaż niektóre zagraniczne spółki pomagały Chinom wprowadzać produkty loteryjne).

Domyślne stanowisko przedsiębiorstw z sektora hazardu jest takie: ich branży nie da się powstrzymać, bez względu na starania niektórych krajów. W Las Vegas, gdzie kasyna od dawna uważają internetowych operatorów za zagrożenie, grupa Harrah’s (kasyna, hotele, pola golfowe) zawarła umowę o wspólnym przedsięwzięciu z notowanym na brytyjskich giełdach holdingiem 888, który ma dostarczyć oprogramowanie. Skoro niezłomne Las Vegas wchodzi w internetowy hazard, warto postawić na tę branżę.