Część firm dopomina się od swoich byłych pracowników odszkodowań za podejmowane przez nich decyzje w sprawie tzw. opcji walutowych. Najwyższe odszkodowanie, o jakie wnioskuje jedna z poszkodowanych firm, wynosi 60 mln zł. Wiele przedsiębiorstw ściga też byłą kadrę zarządzającą za wysokie odprawy. Menedżerowie przyznawali je najczęściej przed zmianą właściciela. Obawiając się o swoje posady, zmieniali w ostatniej chwili swoje warunki pracy lub niektórych pracowników, tak aby trudniej było ich zwolnić. Ewa Pióro, były menedżer personalny w koncernie Dyckerhoff Polska, opowiada, że gdy jej firma kupowała śląską cementownię, na dwa tygodnie przed podpisaniem umowy sprzedaży ówczesny zarząd podpisał nowy układ zbiorowy, w którym wpisano odszkodowania po 100 tys. zł za zwolnienie każdego ze 120 pracowników, gwarancje podwyżek i roczną ochronę przed zwolnieniem. Z tego tytułu firma mogła stracić 1,2 mln zł.

Firmy naciągane są też przez zwalnianych szefów spółek Skarbu Państwa. Ponieważ nie mogą otrzymać odpraw wyższych niż trzy średnie pensje, obchodzą przepisy ustawy kominowej i podpisują umowy o zakazie konkurencji. Tak zrobił przeczuwający zwolnienie prezes dużej spółki na Mazowszu. Po utracie pracy ma dostać pół miliona złotych.

Część kosztów związanych ze zwalnianiem kadry zarządzającej nie wynika jednak wyłącznie z nadużyć prawnych. – W czasach prosperity menedżerowie podpisywali umowy, w których okres wypowiedzenia wydłużano nawet do 18 miesięcy przy bardzo wysokich pensjach – mówi Łukasz Supera z Kancelarii Adwokackiej M. Supera. Żeby przyciągnąć najlepszych specjalistów, firmy hojną ręką gwarantowały wysokie odprawy, sądząc, że nigdy nie będą musiały ich wypłacić.

300 proc. o tyle wzrosła w tym roku liczba pozwów przeciwko byłym menedżerom w porównaniu z 2008 r.

60 mln zł takiej kwoty odszkodowania domaga się jedna z firm od swojego byłego menedżera

Więcej: "Firmy chcą od menedżerów milionowych odszkodowań".