– Ogólny nastrój paniki panował wszędzie. Gracze postrzegali rynki wschodzące jako zmienną wysokiego ryzyka i starali się ich pozbyć, w przypadku Polski zapewne w sposób nieusprawiedliwiony – mówi Nigel Rendell z RBC Capital Markets. – Od czasu gdy ludzie uwierzyli w hossę, stały strumień gotówki płynie na rynki wschodzące.

W ubiegłym roku na inwestorów indywidualnych przypadało zaledwie 18 proc. obrotów na GPW. Jednak w pierwszym półroczu ich poziom powrócił do normy, czyli 28 proc. Prezes giełdy, Ludwik Sobolewski, mówi, że zeszłoroczna ucieczka z rynku była „reakcją emocjonalną”. – Naprawdę nie było powodów do tak dramatycznego spowolnienia. To pokazuje, że rynek nie zawsze ma rację.

Najgorszy kryzys zaufania nadszedł zimą, kiedy złoty gwałtownie tracił na wartości. Od tego czasu jednak lokalna waluta odzyskała wigor, a postrzeganie polskiej gospodarki poprawiło się. – Poglądy inwestorów zmieniły się, ponieważ jesteśmy jedynym unijnym krajem, który notuje wzrost – mówi Sobolewski.

Zmiana nastroju spowodowała radykalne odbicie indeksu WIG. Od lutowego minimum zyskał on 85 proc. Zaniepokojeni wcześniej inwestorzy z powrotem wskoczyli na rynek. Polskie fundusze emerytalne mają dziś znowu około 30 proc. zwrotu z ulokowanych w akcjach środków.

Fundusze inwestycyjne także przyczyniają się do odrodzenia. Miniony rok był szczególnie ponury dla branży, bo wartość aktywów pozostających w zarządzie skurczyła się o 60 mld, do 74 mld zł. Spanikowani klienci wycofywali więcej środków, niż wpłacali. Jednak w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy ten trend się odwrócił.

Zagraniczni inwestorzy łaskawszym okiem patrzą na Warszawę, która ma w tym roku największą liczbę debiutów giełdowych i z łatwością przegoniła Wiedeń jako największy rynek Europy Środkowej. – W ubiegłym roku Polska była jednym z najbardziej płynnych rynków regionu, kiedy więc kryzys rozłożył na łopatki Ukrainę, Łotwę i Węgry, inwestorzy zareagowali, wyprzedając polskie papiery – mówi Robert Lada, prezes Wyzata Capital, amerykańskiej spółki zarządzającej aktywami. Jednak w ostatnich miesiącach zanotował on wzmożone zainteresowanie klientów. – Jest wiele zainteresowania tego typu rynkami, ponieważ wzrost nie nadejdzie ze strony państw rozwiniętych – dodaje Lada, który właśnie otwiera biuro swojej firmy w Warszawie.

Większą akceptację dla ryzyka widać po debiutach giełdowych i przypadkach podniesienia kapitału, do jakich doszło na GPW w ostatnich tygodniach. Pierwszym wielkim przełomem była w czerwcu udana oferta pierwotna państwowej kopalni węgla Bogdanka. Potem przyszła nadsubskrypcja przy debiucie giełdowym PGE, którego kurs w pierwszym dniu notowań wzrósł o 16 procent.

W najbliższych miesiącach inwestorzy będą mogli przebierać w ofertach, bo program prywatyzacji ruszył z miejsca. – Ludzie chcą uczestniczyć w ofertach pierwotnych – mówi Andras Szalkai z East Capital. – W przyszłym roku będzie tyle transakcji, że rodzi się pytanie, czy starczy rodzimego i międzynarodowego kapitału do ich wchłonięcia. – Odbicie ma swoje ograniczenia, a poziom ryzyka staje się niebezpiecznie wysoki – mówi Maciej Radziwiłł, prezes firmy Trakcja Polska i inwestor giełdowy.

Innym potencjalnym zagrożeniem dla rynku może być propozycja Ministerstwa Finansów, by ograniczyć rosnący dług poprzez obniżenie składek do prywatnych funduszy emerytalnych. – Ta propozycja jest bardzo uważnie analizowana – mówi Szalkai.