Kilka tygodni temu Christophe de Margerie, prezes Totala, błagał polityków, by na grudniowym szczycie klimatycznym w Kopenhadze rozmawiali nie tylko o środowisku naturalnym, ale i o bezpieczeństwie energetycznym. Ten jeden z najbardziej szczerych przedstawicieli branży mówił: – Nie jedźcie do Kopenhagi tylko z waszymi obawami o środowisko. Powinniśmy również pamiętać o dostępie do energii. Jeżeli skupicie się tylko na jednym elemencie, to już jesteśmy martwi, a przecież nie chcemy umierać.

Globalny spadek

Podobny tok myślenia, łączący te dwie kwestie, widać w ustaleniach Międzynarodowej Agencji Energetyki (IEA), organizacji zrzeszającej bogate państwa, będące dużymi konsumentami energii. W nieautoryzowanej wersji Światowej Prognozy Energetycznej, swojego najważniejszego raportu rocznego, organizacja dochodzi do wniosku, że światowe uzależnienie od gazu ziemnego spadnie dramatycznie, jeżeli wprowadzone zostaną rozwiązania z zakresu polityki ekologicznej, prowadzące do ograniczenia emisji dwutlenku węgla.

Mniejszy import z Rosji

Polityka ekologiczna będzie miała poważne skutki dla popytu na gaz, redukując go o 5 procent do 2015 roku i 17 procent do 2030, w porównaniu ze scenariuszem, w którym nic się nie zmienia, twierdzi IEA. Jeżeli popyt spadnie, USA staną się w dużej mierze samowystarczalne, a Europa mniej zależna od rosyjskiego gazu, do czego od dawna dążą przedstawiciele Unii Europejskiej. Jeżeli dyskutowane dziś rozwiązania ekologiczne zostałyby przyjęte, europejski popyt na gaz nie osiągnąłby poziomu z 2008 roku, czyli 542 mld m sześc., do 2020 roku i spadł do 525 mld m sześc. w 2030 roku, powodując ograniczenie importu z Rosji i Bliskiego Wschodu.

Rosja posiada 1/4 światowych rezerw gazu, ale przed 2015 rokiem nie należy się spodziewać znaczącego wzrostu wydobycia gdziekolwiek poza Jamałem, który jest obszarem intensywnych inwestycji. Jednocześnie ambicje Moskwy w kwestii skroplonego gazu LNG spełzły na niczym. Po projekcie sachalińskim we wschodniej Rosji nie należy oczekiwać żadnej dalszej ekspansji. Europa i Azja będą miały nowe i tanie alternatywy w postaci dostaw gazu z Azerbejdżanu, Kazachstanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu, zauważa IEA. Jeżeli Europa nie ograniczy popytu na gaz, uzależni się w dłuższej perspektywie od Rosji. Wynika to z faktu, że wydobycie z wielu złóż europejskich, które są stosunkowo stare, szybko spada.

Europa, a w szczególności UE, do której nie należy Norwegia, musi sprostać spadkowi wydobycia. Unijna produkcja gazu ma się skurczyć do 100 mld m sześc. w 2030 z 214 mld m sześc. w 2008 roku. Brytyjska produkcja, obecnie na poziomie 73 mld m sześc. ma spaść do 44 mld m sześc. w 2015 i 11 mld w 2030, nawet jeżeli nie zostaną wprowadzone żadne rozwiązania proekologiczne.

USA w najlepszej sytuacji

W USA sytuacja jest nieco inna, twierdzi IEA, głównie z racji dużych rezerw gazu ziemnego ukrytych w skałach łupkowych. Nowa technologia, która pozwala firmom rozłupywać skały i wiercić poziomo, otworzyły znaczne nowe obszary eksploatacji, niemal likwidując potrzebę importu skroplonego gazu ziemnego z zagranicy. Ameryka Północna ma 12 terminali LNG o łącznej mocy produkcyjnej 145 mld m sześc. rocznie i pięć kolejnych w budowie, plus jeden, którego działanie przedłużono. W sumie będą one mogły obsłużyć import 214 mld m sześc.

Piętnaście dodatkowych projektów, na które wydano już pozwolenia, nigdy nie ujrzy światła dziennego, konkluduje IEA. W 2030 roku większość tego potencjału będzie unieruchomiona, bo jeżeli przyjęte zostaną rozwiązania proekologiczne, potrzebne będzie tylko 35 mld m sześc., uważają eksperci organizacji. Jednak Robin West, założyciel firmy konsultingowej PFC Energy i dyrektor Cheniere, która buduje zakłady LNG w Ameryce Północnej, powątpiewa w upadek amerykańskiego LNG. – Traktowałbym to z dużym sceptycyzmem – mówi Robin West. – USA to największy i najbardziej płynny rynek. LNG może stanowić mniejszą część tej mieszanki, ale pozostanie w niej – dodaje.

Zauważa przy tym, że „czysty węgiel” to oksymoron, i że technologie przechwytywania i magazynowania dwutlenku węgla, dzięki którym węgiel mógłby się stać konkurencyjny, nawet gdyby rząd wprowadził opłaty za emisję, jeszcze długo nie będą stosowane na masową skalę. Dla de Margeriego i szefów innych globalnych koncernów paliwowych polityka ekologiczna może ograniczyć prawdopodobieństwo krachu podażowego w gazie (a także w ropie). Ale oznacza również, że jeżeli w Kopenhadze wszystko pójdzie dobrze, będą musieli znaleźć nowe sposoby na zarabianie pieniędzy w świecie, który wciąż będzie miał więcej gazu, niż potrzebuje.

524 mld m sześc. wynosił popyt na gaz w Europie w 2008 roku.