Gdy Ministerstwo Gospodarki wycofało z projektu nowelizacji prawa energetycznego zapisy przyznające URE nowe uprawnienia, przyznał pan, że zastanawia się nad złożeniem rezygnacji. Czy nadal pan to rozważa? A może już pan złożył dymisję?

MARIUSZ SWORA*

Nie odpowiem na to pytanie.

Jednak po raz drugi wezwał pan sprzedawców energii do korekty wniosków o zatwierdzenie cen prądu dla gospodarstw domowych na 2010 rok. Nie chce pan już podejmować decyzji w tej sprawie?

Zaręczam, że nie mam problemów z podejmowaniem decyzji. Proszę się przyjrzeć polityce URE do tej pory, trudne decyzje zapadały bez względu na okoliczności. Wezwałem do ponownej korekty wniosków, bo nadal uważam, że oczekiwania cenowe sprzedawców energii są zbyt wysokie.

Co to znaczy?

Obserwujemy, że ceny hurtowe energii na przyszły rok, od których w największym stopniu zależą ceny detaliczne, spadają, a poziom sprzedaży energii przez producentów jest na tyle niski, że na jego podstawie trudno jeszcze ocenić, jak ta cena hurtowa się ukształtuje.

Taki sam problem mają sprzedawcy, którzy wezwani do złożenia wniosków już we wrześniu musieli opierać się przede wszystkim na prognozach.

Te wezwania wyszły we wrześniu w odpowiedzi na postulaty branży, która oczekiwała szybkiego wszczęcia postępowań taryfowych. Nie możemy jednak zakończyć postępowania w sytuacji, gdy producenci sprzedali na przyszły rok tylko około 15 proc. energii elektrycznej. To za mało, żeby na tej podstawie wyciągać wnioski cenowe. Chcemy te ceny wziąć z rynku po stwierdzeniu, że faktycznie kontrakty układają się na określonym poziomie cenowym. Nie ma sensu ich brać teraz, gdy są wysokie, przy niskim stopniu zakontraktowania.

Skoro czekacie na reakcję rynku, to po co w ogóle utrzymywać kontrolę cen dla gospodarstw domowych?

Zadaniem regulatora jest równoważenie interesów elektroenergetyki i odbiorców. Nie uwolniłem cen dla gospodarstw domowych, bo uważam, że z powodu obecnej struktury rynku, na którym wyraźną przewagę ma jedna grupa energetyczna – PGE – nic by to nie dało odbiorcom poza wzrostem cen. Energetyka nie jest zainteresowana klientami indywidualnymi. Dla niej liczą się jedynie – i to nie zawsze – tylko duzi odbiorcy.