Indeks traci dalsze ponad 1 proc. i osiąga 39,5 tys. pkt. Do średniookresowego wsparcia, jakim jest 3-miesięczna średnia, brakuje 1,3 tys. pkt, czyli ponad 3 proc. O ile wczoraj warszawski poszedł w dół mimo spokojnej atmosfery na dojrzałych rynkach europejskich, to dziś już takiej dysproporcji nie widać.

Średnioterminowa diagnoza dla naszego parkietu pozostaje w dalszym ciągu taka sama. Opiera się ona na przekonaniu, że o zmianie tendencji na spadkową będziemy mogli mówić dopiero wtedy, gdy:

• zniżka WIG od szczytu przekroczy skalę poprzedniczek (z czerwca/lipca oraz sierpnia/września), czyli wyniesie więcej niż ok. 8,5%
WIG spadnie poniżej 3-miesięcznej średniej, która okazała się wsparciem podczas dwóch wcześniejszych korekt
• dzienny MACD, popularny wskaźnik kierunku i siły trendu, spadnie poniżej poziomów równowagi, powyżej którego pozostaje od blisko 8 miesięcy
• tygodniowy MACD przełamie średnią, powyżej której porusza się od 11 miesięcy (właśnie znów testujemy tę średnią)
• tygodniowy Stochastic, obrazujący temperaturę koniunktury rynkowej, opuści strefę wykupienia, w której znajduje się od maja.

Z tych sygnałów najbliżej jesteśmy tego, by tygodniowy MACD pokonał średnią. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że nie wszystkie te czynniki zaistnieją w jednym czasie. Proces odwracania trendu jest zazwyczaj rozciągnięty w czasie. Pojawianie się coraz większej ilości tych sygnałów będzie tylko upewniać, że koniunktura na parkiecie zmienia się na trwalej.

Kolejna ankieta Investors Intelligence przynosi spadek liczby niedźwiedzi na amerykańskim parkiecie do 21,3 proc. Odsetek byków zwiększył się do 46,1 proc. W tym roku były jedynie 2 tygodnie, kiedy zwolenników zniżek było mniej. Miało to miejsce w tygodniach zakończonych 12 sierpnia i 26 sierpnia. Z jednej strony widać, że przewaga byków nie jest jeszcze skrajnie wysoka, a z drugiej—coraz mniej obserwatorów rynku (ankieta powstaje na bazie najpopularniejszych newsletterów inwestycyjnych) ma chęć na polowanie na szczyt. Można zaryzykować tezę, że obecne relacje między odsetkiem byków i niedźwiedzi nie są wystarczające, by zapowiadać odwrócenie trendu na spadkowy w USA, ale pozwalają mówić o niewielkim potencjale wzrostów na tamtejszym rynku.

WYKRES DNIA

Nieco mniej standardowe spojrzenie na jedną z ważnych danych makroekonomicznych, jaką jest produkcja przemysłowa, pozwala trafnie dostrzec obecny dylemat, jaki muszą rozstrzygnąć inwestorzy. Jak dużą wagę przywiązywać do dynamiki zmian, na którą istotny wpływ na jesieni tego roku ma efekt niskiej bazy z 2008 r., a w jakim stopniu sugerować się realną poprawą sytuacji. O ile zmiana produkcji przemysłowej w USA sugeruje bardzo wyraźną poprawę (spadek zwolnił z 13,2 proc. r/r w czerwcu do 7,1% w październiku), to indeks produkcji jest na poziomie z początków 2002 r.

Notowania polskich obligacji

Na półtorej miesiąca przed zakończeniem 2009 r. tegoroczny bilans dla polskich obligacji zamyka się 4-proc. zyskiem. Ponad 1 proc. z tego został wypracowany przez 6 ostatnich tygodni. Ze względu na sytuację sprzed roku, kiedy nasze papiery znajdowały się wyraźnie pod presją, 12-miesięczne zmiany nie obrazują zatem w trafny sposób atrakcyjności tego rynku.

Trudno wciąż wskazać argumenty zachęcające do większego w polskie obligacje. Przez ostatni czas były wspierane globalnymi przepływami kapitału, które sprzyjały aktywom z rynków wschodzących, ale to może szybko się zmienić wraz z pogorszeniem nastrojów na rynkach akcji.

Lokalne czynniki nie są zachęcające. Przyszłoroczny budżet wciąż budzi wiele wątpliwości, stopy procentowe spadać raczej już nie będą. Dobrze oprocentowane lokaty są więc wciąż bardziej atrakcyjne.