„Biorąc pod uwagę obecną wycenę aktywów w krajach bałtyckich, osobiście kupowałbym wszystko. Dla inwestora z długoterminową perspektywą przyszdł czas na inwestycje” – mówi Elam Hakansson, prezes East Capital w Sztokholmie.

Szwedzki fundusz zarządzający aktywami w kwocie około 3 mld euro posiada udziały litewskiego producenta artykułów mleczarskich Pieno Zvaigzdes, telekomu TEO LT i estońskiego detalisty TaIlinna Kaubamaja. Akcje TEO są sprzedawane w cenie osiem razy wyższej od szacowanych zysków firmy, w porównaniu do przeciętnego wskaźnika price-earnings-ratio na poziomie 16 z indeksu Dow Jones Stoxx 600.

Po tym jak region popadł w najgorszą recesję w całej Unii Europejskiej, pojawiają się już oznaki stabilizacji, która z powrotem przyciąga inwestorów. Fiński Polijola Bank zapowiedział w zeszłym miesiącu, ze otwiera biura w krajach bałtyckich i planuje przejęcie lokalnych ubezpieczycieli. Łotwa szuka nabywcy na państwowy Parex Banka. A Swedbank i SEB, najwięksi kredytodawcy w regionie, podali w zeszłym miesiącu, ze wzrost złych kredytów osiągnął już punkt szczytowy.

Hakansson twierdzi, że zainteresowanie inwestorów regionem bałtyckim zwiększyło się, gdy największy w Szwecji operator telekomunikacyjny, TeliaSonera zdecydował się w sierpniu się na kupno mniejszościowych udziałów w swoich spółkach w Estonii i na Litwie, Esti Telekom i TEO.

East Capital na początku roku nie przyjmował ofert inwestycyjnych do swego bałtyckiego funduszu, ale wznowił nowe subskrypcje od 7 września. Jak dotąd fundusz w tym roku zanotował 19-proc. zwrot kapitału, liczonego w szwedzkich koronach, w porównaniu z 23-proc. wzrostem regionalnego indeksu OMX Baltic 

Hakansson przypomina, że kraje bałtyckie zamierzają sprzedać więcej firm państwowych. „Do sprzedania jest tam duża ilość aktywów”- podkreśla. Jego zdaniem bałtyccy producenci artykułów konsumpcyjnych skorzystają na powrocie Rosji do wzrostu oraz z odrodzenia na rynkach wewnętrznych.