Opieranie się na analogiach w krótkim terminie jest jednak zawsze ryzykowne. W październiku po wyznaczeniu szczytu WIG20 stracił ponad 9 proc., teraz dopiero cztery. Ale mamy za sobą przecież dopiero trzy spadkowe sesje. Dla porządku - najbliższe wsparcie znajdziemy na poziomie 2300 pkt - w ostatnich trzech miesiącach rynek wielokrotnie mocował się z tym poziomem. Kolejne to poprowadzona przez trzy ostatnie dołki indeksu, która przebiega teraz w okolicach 2220 pkt. Do jej przekroczenia jeszcze daleka droga, a dopiero jej złamanie byłoby potencjalnie groźnym sygnałem dla posiadaczy akcji.

Dziś spadek zatrzymał się w okolicach 2330 pkt. Trudno wskazać jednoznaczną jego przyczynę, poza techniką, o której wspominaliśmy też wczoraj. W porównaniu do wczorajszej sesji sytuacja zmieniła się o tyle, że dziś niedolę dzieliły z nami indeksy giełd zachodnich, a i na Wall Street pół godziny po rozpoczęciu notowań Dow Jones spadał o 1,3 proc., a S&P zszedł poniżej 1100 pkt - bastionu niedźwiedzi zdobytego z takim trudem ledwie na początku tygodnia. Czy to było tylko pyrrusowe zwycięstwo? Jeszcze mamy czas z odpowiedzią na to pytanie.

Dzisiejsze dane z Polski były lepsze od oczekiwań. Produkcja przemysłowa spadła o 1,2 proc. - mniej niż zakładane 2,1 proc. A jeśli uwzględnić czynniki sezonowe, to w skali roku mieliśmy nawet wzrost produkcji przemysłowej. Niebawem takie wskazania przestaną być zaskakujące - wszak zaczniemy się porównywać do miesięcy z ostrej fazy kryzysu gospodarczego na świecie z końcówki ubiegłego roku.

Z USA informacje nadeszły mieszane. Indeks Fed z Filadelfii okazał się lepszy od oczekiwań (16,7 pkt wobec zakładanych 12 pkt), ale już indeks wskaźników wyprzedzających mierzony przez Conference Board wzrósł o 0,3 proc., a zakładano 0,4 proc. Trudno jednak uznać te dane za wnoszące nową jakość do obrazu gospodarki jaki już znamy (powolnej poprawy).
Zgodnie z logiką ostatnich dni (dolar na przemian to traci, to zyskuje do euro) dziś amerykańska waluta umocniła się. Za euro płacono 1,488 USD. Z punktu widzenia AT, to wciąż bezpieczna cena, a kłopoty zaczną się, jeśli kurs spadłby poniżej 1,48 USD. Złoty zareagował jednak dość nerwowo, dolar podrożał do 2,777 PLN (a w trakcie dnia był nawet 1,5 grosza wyżej), euro do 4,13 PLN (w ciągu dnia także było o 1,5 grosza wyżej), a frank do 2,73 PLN.

Ropa potaniała dziś o 2 proc., zatem bariera 80 USD za baryłkę pozostała tym razem nietknięta. Złoto potaniało o 0,7 proc., a miedź o 0,5 proc. Wskaźniki techniczne na wykresie dziennym złota nadal wskazują na wykupienie rynku, więc korekta nie byłaby niczym dziwnym.