Wynika to ze specyfiki emisji papierów dłużnych firm. Najczęściej są one sprzedawane w trybie oferty kierowanej. A to oznacza, że maksymalna liczba podmiotów, które mogą ją objąć, wynosi 99.

– Ci, którzy przygotowują emisje obligacji korporacyjnych, bardzo rzadko myślą o klientach indywidualnych jako o potencjalnym nabywcy. Jeśli firma chce pozyskać np. 30 mln zł, to ofertę kieruje głównie do instytucji finansowych. Jeśli liczba inwestorów miałaby być większa niż 99, trzeba przejść całą procedurę dopuszczenia do publicznego obrotu. Wtedy rosną np. koszty emisji – mówi Dziennikowi Gazecie Prawnej analityk jednego z największych na polskim rynku organizatorów emisji obligacji korporacyjnych.

Dodaje, że inwestor indywidualny może mieć m.in problem z oceną ryzyka zainwestowania w taki instrument. – Trudno jest im śledzić sytuację emitenta – a trzeba zebrać wiele danych na jego temat. Dostęp do tych danych jest na dodatek utrudniony, bo często są to firmy spoza rynku publicznego. Kupowanie papierów korporacyjnych mogłoby więc być dla inwestorów indywidualnych pewną loterią – ocenia.

Rozmówca DGP uważa, że istotną barierą dla osób fizycznych może też być nominał obligacji korporacyjnej: jeśli wynosi on kilkadziesiąt lub nawet kilkaset tysięcy, to taka inwestycja jest poza zasięgiem inwestora indywidualnego.

Osoba fizyczna może oczywiście kupić obligację korporacyjną – o ile ma nieco grubszy portfel. – Obligacje korporacyjne to oferta dla ludzi zamożnych. Z naszych doświadczeń wynika, że tego typu instrument mogą kupować ci, którzy są w stanie zainwestować co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. A są osoby fizyczne, które lokują w ten sposób setki tysięcy, nawet do miliona złotych – mówi Krzysztof Rytel, dyrektor Departamentu Bankowości Inwestycyjnej w Secus Asset Management.

Jego zdaniem organizatorzy emisji zawsze starają się pozyskać największych inwestorów. – Nie przypominam sobie, aby któryś inwestor lokował pojedyncze tysiące złotych. To są raczej tacy, którzy poruszają się w granicach od 10 tys. zł w górę – mówi Krzysztof Rytel. Dodaje, że zainteresowani obligacjami korporacyjnymi muszą brać pod uwagę, że nie ma obrotu wtórnego. – To jest zupełnie niepłynny instrument. Inwestor raczej kupując, zakłada, że będzie go miał w portfelu aż do wykupu. Dlatego też wśród inwestorów indywidualnych trudniej zazwyczaj sprzedać obligację korporacyjną o zapadalności dłuższej niż dwa lata – ocenia ekspert.