Mówiąc o sieciach międzynarodowych, mamy na myśli głównie trzech największych operatorów: BP, Shell i Statoil. Spółki te z roku na rok powiększają swoje sieci o kilkadziesiąt stacji.

Dynamiczny Shell

Najbardziej dynamicznie z tej trójki rozwija się Shell. Odkąd Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) prowadzi swoją statystykę dotyczącą liczby stacji, nie zdarzyło się jeszcze, aby rocznie sieć Shella powiększyła się o mniej niż 30 stacji. W tym roku po trzech kwartałach koncern uruchomił 15 nowych stacji i zanosi się na to, że powyższa tradycja zostanie wreszcie złamana.

Więcej obiektów niż Shell (364 stacje) ma obecnie tylko BP – 376. W tym roku przybyło ich jak dotąd 17. Czternaście nowych stacji uruchomił z kolei od stycznia Statoil. Od półtorej roku norweski koncern postawił w Polsce mocniej na rozwój swojego drugiego brandu – 1-2-3. Stacje te stanowią formę przejściową między tradycyjnymi obiektami a placówkami samoobsługowymi. Z czasem mają się jednak przekształcić w te drugie (warunkiem jest wprowadzenie w Polsce możliwości samoobsługowego tankowania LPG). Statoil ma w Polsce 286 stacji, z czego 47 1-2-3.

Symptomatyczne jest, iż wspólną cechą tych trzech operatorów jest wyraźna przewaga stacji franczyzowych w ogólnej liczbie nowo otwieranych placówek. Jest to też o tyle ważne, iż w czasach kryzysu znacznie szybciej i taniej dla sieci jest rozwijać się właśnie w tej formule. Kluczem w tym przypadku jest jednak znana i szanowana marka oraz sprawdzona formuła współpracy z partnerami.

Łukoil rezygnuje

Z rozważań o przyszłości polskiego rynku można chyba wykreślić rosyjskiego Łukoila. Według ostatnich zapewnień władz koncernu sieć stacji w Polsce nie będzie rozwijana. Stoi to w zdecydowanej opozycji do tego, co jeszcze niedawno zakładał rosyjski gigant. Plany szybkiego powiększenia sieci do 300 obiektów spędzały sen z powiek wielu prywatnym operatorom, a i koncerny nie mogły czuć się pewnie w rywalizacji z graczem mającym możliwość bardzo elastycznej polityki cenowej.

Niezależni właściciele

Specyfiką polskiego rynku do dziś jest znaczący udział stacji prywatnych. Choć z roku na rok jest on mniejszy, to i tak stacje rodzinnych przedsiębiorstw i niewielkich sieci stanowią niemal połowę rynku. Według szacunków POPiHN (dokładne zweryfikowanie tej liczby jest niemal niemożliwe ze względu na nieustanne zmiany) działa ich w Polsce około 3230. Tylko 1/7 z nich skupionych jest przy tym w sieciach liczących powyżej 10 placówek (480 stacji).

Największe z tych sieci to bardziej stowarzyszenia skupiające niezależnych właścicieli niż jednolite podmioty. Przykładem takiej współpracy mogą być sieci Delfin (skupia 98 stacji), Huzar (49) czy Moja Stacja (40). Spośród prywatnych spółek wyróżniają się WW Energy (46 stacji), Arge (18), Grosar (18), Konpal (16), Pronar (17) czy Witospol (18).

Według ekspertów ten segment rynku będzie ulegał konsekwentnemu zmniejszeniu. Część z tych stacji przejdzie pod skrzydła dużych koncernów na zasadach franczyzy, część przyłączy się do stowarzyszeń bądź zostanie kupiona przez prywatne spółki. Wreszcie wiele z nich po prostu upadnie na skutek trudnej sytuacji ekonomicznej i rosnącej konkurencji rynkowych gigantów. Dodatkową przeszkodą dla prywatnych właścicieli są też zaostrzane co kilka lat wymogi prawne, które pociągają za sobą konieczność kosztownych modernizacji.

Pomimo tej jednomyślności ekspertów żaden z nich nie potrafi wskazać liczby stacji czy wielkości udziału rynkowego, na którym ustabilizuje się docelowo udział prywatnych właścicieli. W szacunkach najczęściej padają liczby od 30 do 40 proc. rynku.