Nie można zatem się dziwić z jaką uwagą inwestorzy śledzą poczynania Fedu czy ECB. Niektórzy dzisiejsze słabe zachowanie indeksów tłumaczyli przede wszystkim uwagami przewodniczącego Europejskiego Banku Centralnego. Powiedział on bowiem na dorocznej konferencji, że specjalne „kryzysowe” programy płynnościowe nie będą trwały wiecznie i będą wycofywane. Ponadto zwrócił uwagę, że jeszcze nie można ogłosić końca kryzysu. Czy w tych słowach jest coś nowego? Krótka odpowiedź to oczywiście „nie”.

Nowa była za to inna informacja. Otóż okazuje się, że Fed chce zapewnić bankom odpowiedni poziom kapitału i przygotować je na nadejście okresu większej awersji do ryzyka. Tutaj mamy do czynienia z jakimś novum. Czyżby Ben Bernanke oczekiwał jakieś większej korekty i chce system finansowy przed nią zabezpieczyć? Takie informacje można również wiązać z coraz głośniejszymi słowami o tworzonej obecnie bańce na ryzykowanych aktywach.

Same rynki, w tym nasz warszawski parkiet, próbowały z rana odrabiać straty po dwóch dniach spadków. To całkowicie naturalne zachowanie i często po sile owego odbicia odczytać można z jaką determinacją byków mamy do czynienia. Dzisiaj strona popytowa mówiąc krótko nie popisała się. Około 11.00 poranne odbicie załamało się i po południu dominującym kolorem była czerwień. Końcówka była zdecydowanie lepsza, ale złego obrazu sytuacji nie dało się do końca zatrzeć. Jednak wzrosty o prawie 1 procent cieszą, szczególnie na tle innych gorszych rynków.

Złoty przeżywał dziś kolejne chwile słabości. Tutaj bardziej liczyły się globalne nastroje, które było gorsze niż te „warszawskie”. Szkodzi z pewnością eurodolar, który ma ogromne trudności z przebiciem poziomu 1,50, ale jeszcze niczego nie należy przesądzać. Końcówka roku może być tutaj bowiem sprzymierzeńcem. Bonusy w funduszach przecież czekają…