Deprecjacja ta miała miejsce na fali lekkiego pogorszenia nastrojów inwestycyjnych na światowych parkietach, a także w wyniku ogólnego osłabienia sentymentu względem rynków wschodzących, po tym jak niektóre rządy zasugerowały możliwość interwencji w celu ograniczenia napływu kapitałów spekulacyjnych na krajowe rynki finansowe. Brazylia zdecydowała się na wprowadzenie kolejnego podatku kapitałowego, tym razem 1,5-procentowego, obejmującego inwestycje w ADRy emitowane przez brazylijskie spółki. Szef banku centralnego Rosji natomiast zapowiedział, iż stopy procentowe w przyszłym roku mogą spaść poniżej 9%. Po tym jak Tajwan wprowadził kontrolę przepływu kapitałów zagranicznych, na rynku pojawiły się spekulacje, iż utrudnienia dla inwestorów zza granicy może wprowadzić również Korea Południowa. 

Wspomniane kraje wschodzące są gospodarkami otwartymi, których rozwój opiera się w głównej mierze na eksporcie. Umocnienie ich walut, związane z napływem kapitałów zagranicznych na fali ostatniej euforii inwestycyjnej, stwarza zagrożenie dla konkurencyjności cenowej eksportu i może zagrażać odradzającemu się po kryzysie wzrostowi gospodarczemu. Ponadto kraje te, po wcześniejszych kryzysach, zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa związanego z napływem krótkoterminowych kapitałów spekulacyjnych, których kierunek w każdej chwili może ulec odwróceniu. Szczególnie ostrożnie podchodzą oni do tego tematu obecnie, kiedy to światowe rynki finansowe wciąż jeszcze nie ustabilizowały się, co z kolei rodzi ryzyko gwałtownych korekt. Efektem ucieczki kapitałów zagranicznych jest silna deprecjacja walut, która może prowadzić do destabilizacji gospodarczej. W obecnym momencie jednak, jak już wspomniano, zagrożeniem dla gospodarek emerging markets może być również zbyt dynamiczna aprecjacja.

Od początku listopada rozluźnieniu uległa zależność rynku złotego od kierunku notowań eurodolara. Tak jak w poprzednich tygodniach polska waluta podążała ściśle za rynkiem globalnym, ignorując wydarzenia makroekonomiczne w kraju i regionie, tak od kilkunastu dni możemy obserwować większą „autonomię” w notowaniach PLN. Tydzień wcześniej jednak złoty w większym stopniu reagował na pozytywne doniesienia makroekonomiczne z kraju (dobry odczyt bilansu obrotów bieżących), w mijającym natomiast główną siłą stojącą za ruchami w notowaniach polskiej waluty były wspomniane słabsze nastroje na rynkach wschodzących. Złotego nie zdołały bowiem wesprzeć nawet lepsze od oczekiwań dane o produkcji przemysłowej. Spadła ona w październiku o 1,2% r/r wobec oczekiwań na poziomie -2% r/r i poprzedniego odczytu wielkości -1,3% r/r.

Rozluźnienie korelacji pomiędzy złotym a eurodolarem wynika z konsolidacji w notowaniach EUR/USD, którą z góry i z dołu ograniczają poziomu odpowiednio: 1,4800 oraz 1,5000. Prawdopodobnie, dopóki nie dojdzie do decydującego wybicia w notowaniach eurodolara, złoty pozostanie poza zasięgiem jego wpływów.

Obecny tydzień na rynku eurodolara charakteryzował się znaczną zmiennością notowań tej pary walutowej. Kurs EUR/USD poruszał się w przedziale wahań 1,4830-1,5000, trzymając inwestorów w niepewności co do dalszego kierunku ruchu. Z dołu kurs eurodolara ograniczony jest linią trendu wzrostowego rozpoczętego w marcu, która kilkukrotnie testowana, okazała się silnym wsparciem. Natomiast drogę do dalszych wzrostów w dalszym ciągu blokuje poziom oporu 1,5000. Obecny tydzień przyniósł wiele niepewności co do dalszej sytuacji rynkowej. Na wykresie dziennym kursu EUR/USD widoczna jest formacja podwójnego szczytu, która stwarza zagrożenie zakończenia trendu wzrostowego. Pojawiają się także dywergencje pomiędzy poszczególnymi rynkami. Podczas gdy eurodolar przebywał we wspomnianym przedziale wahań, a cena ropy naftowej konsolidowała się poniżej poziomu 80 USD za baryłkę, notowania złota biły kolejne rekordy, a giełdy amerykańskie ustanowiły nowe tegoroczne szczyty. Wydaje się, że w obecnej sytuacji, któryś z rynku musi się mylić, a biorąc pod uwagę ostatnie wystąpienie szefa Fed, w którym to zapowiedział utrzymanie stóp procentowych na dotychczasowym niskim poziomie przez dłuższy okres czasu oczekiwać można, że carry-traderzy w dalszym ciągu będą mieli pole do kontynuowania inwestycji. Wszystko to powinno przełożyć się w dłuższym horyzoncie czasowym na spadek wartości amerykańskiej waluty i dalszą zwyżkę notowań eurodolara. Kształt krzywej dochodowości na amerykańskie instrumenty dłuższe pokazuje, że inwestorzy spodziewają się wzrostu kosztu pieniądza w USA w okolicach sierpnia i września 2010. 

Końcówka obecnego tygodnia przebiegała jednak pod znakiem umocnienia amerykańskiej waluty pod wpływem pogarszającego się sentymentu inwestycyjnego, spychając kurs EUR/USD w okolice linii trendu wzrostowego. Z danych makro jakie poznaliśmy w tym tygodniu warto wspomnieć o odczycie wielkości sprzedaży detalicznej w USA, która wzrosła w październiku o 1,4% m/m, podczas gdy oczekiwano zwyżki jedynie o 0,9% m/m. Z kolei gorzej od oczekiwań wypadł odczyt dynamiki produkcji przemysłowej na poziomie 0,1% m/m przy prognozowanym wyniku 0,4% m/m. Negatywne dane napłynęły z amerykańskiego rynku nieruchomości, gdyż zarówno liczba rozpoczętych budów domów jak i liczba pozwoleń na budowę wypadły gorzej niż się spodziewano. Publikacje te nie okazały się na tyle silnym impulsem, aby trwale zdeterminować dalszy ruch eurodolara. 

W obecnym tygodniu obserwować mogliśmy spadek wartości funta brytyjskiego, co przełożyło się na zniżkę notowań pary walutowej GBP/USD o blisko 2,5% do poziomu 1,6490. Notowaniom funta szkodziły przede wszystkim obawy o kondycję brytyjskich finansów publicznych. Jak wynika z opublikowanych w ostatnich dniach danych, przewaga wydatków nad przychodami w minionym miesiącu okazała się dwukrotnie wyższa od prognoz. Trzeci miesiąc z rzędu przekroczyła ona poziom 10 mld GBP. Dalsze zmagania ze znacznym deficytem fiskalnym zwiększają ryzyko obniżenia ratingu brytyjskiego długu. Krok taki wydaje się obecnie jeszcze mało prawdopodobny, jednak kiepska kondycja brytyjskich finansów publicznych w najbliższym czasie może dość silnie szkodzić tamtejszej walucie.