Stosunkowo niewielkie zmniejszenie przeładunków w głównych polskich portach morskich to przede wszystkim efekt widocznego od września ożywienia koniunktury gospodarczej. Jest to jednak głównie efekt dobrej sytuacji w Gdańsku, gdzie obroty prawdopodobnie nawet wzrosną.

– W piątek przekroczony został plan przeładunków na ten rok. Realna wydaje się prognoza osiągnięcia przez port poziomu 18–18,5 mln ton przeładowanych towarów do końca tego roku, czyli wyniku lepszego niż w 2008 roku – mówi Janusz Kasprowicz, rzecznik Zarządu Morskiego Portu Gdańsk.

Wzrost przeładunków w Gdańsku to skutek zwiększenia obrotów węglem, paliwami, zbożem i kontenerami. Szczególnie wysoka jest dynamika przeładunków węgla, którego po dziesięciu miesiącach port przeładował około 2,5 mln ton, czyli około trzy razy więcej niż przed rokiem.

>>> Czytaj też: "Czy statki zatopią banki?"

– Gdańsk ma się rzeczywiście znakomicie. Nam przeładunki zmniejszą się w tym roku o około 16–17 proc. Największe spadki dotyczą rudy żelaza i węgla, notujemy natomiast duży wzrost obrotów zbożem – mówi Jarosław Siergiej, prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.

Kryzys wywołał spadek przeładunków nie tylko w polskich portach. Po I półroczu Hamburg notował spadek przeładunków o 23,7 proc., Rostock o 21,6 proc., Antwerpia o 19,1 proc., a Rotterdam o 13,5 proc. Najgorszy w ostatnich latach okres porty zdają się jednak mieć powoli za sobą.

– Spodziewamy się, że w tym roku przeładujemy około 13,5 mln ton ładunków, wobec 15,4 mln ton w ubiegłym roku. Najbardziej spadły nam przeładunki drobnicy, bo na razie o prawie 2,9 mln ton. Jesteśmy dopiero w trakcie robienia prognoz na przyszły rok, ale oceniam, że nie będzie gorzej – mówi dyrektor Jan Lewko z Zarządu Morskiego Portu Gdynia.