A przecież ta platforma przechwyciła tak znaczną część handlu akcjami wchodzącymi w skład 14 indeksów giełdowych na całym kontynencie, że często zdarzają się dni, gdy jest trzecim co do wielkości miejscem obrotu akcjami, po DB i Euronext, działającym na rynkach w Paryżu, Amsterdamie, Brukseli i Lizbonie. To znaczy, że jest większa niż hiszpańska czy szwajcarska giełda papierów wartościowych.

Udział Chi-X w obrocie akcjami spółek, wchodzących w skład londyńskiego indeksu FTSE100, wynosi 25 proc., a w tym tygodniu może być nawet wyższy, jeżeli utrzymają się ubiegłotygodniowe modele transakcji. – Początkowo stawialiśmy sobie za cel wejść w ciągu pierwszych trzech lat do pierwszej piątki europejskich rynków. Bardzo szybko przekroczyliśmy ten pierwotny plan. Teraz powstało pytanie, gdzie się znajdziemy za rok od dziś, ponieważ nie da się ukryć, że z miesiąca na miesiąc zmniejszamy dystans dzielący nas od wielkiej trójki – mówi Hirander Misra, szef operacyjny Chi-X.

Chi-X – nazwa pochodzi od litery greckiego alfabetu, która ma symbolizować „skrzyżowanie” dwóch stron handlu – została stworzona na początku 2007 roku przez grupę banków zainteresowanych stworzeniem konkurencji dla tradycyjnych giełd europejskich. Nowa platforma oferowała szybszą realizację transakcji i niższe opłaty od transakcji.

Jednak, pomimo imponującego udziału w rynku, dopiero w zeszłym miesiącu ta „wielostronna platforma obrotu” (MTF) zaczęła przynosić zyski z działalności. Pokazuje to, jak ciężkie zmagania toczy kilka MTF-ów, powstałych po reformach wprowadzonych przez Komisję Europejską w 2007 roku, w sytuacji, gdy obroty na giełdach są niskie – chociaż same indeksy stoją najwyżej od 13 miesięcy.

Dlatego Chi-X rozszerza działalność na inne obszary, co ma ograniczyć jej zależność od handlu akcjami. Około 20 proc. jej przychodów pochodzi z nowych usług (od zera w styczniu), takich jak „inteligentne kierowanie zleceń” – usługa pomagająca graczom wyszukiwać najkorzystniejsze ceny na konkurencyjnych giełdach, platformach i „funduszach ukrytej płynności”. Chi-X dołączyła też do oferujących usługę współlokalizacji (umieszczenie serwera uczestnika w fizycznym sąsiedztwie urządzenia giełdy, obsługującej handel), co skraca czas realizacji transakcji.

Innym MTF-om nie wiedzie się tak dobrze. Turquoise, założonej przez dziewięć banków, udało sie w pewnym momencie przejąć 9 proc. obrotu akcjami FTSE 100 – ale jej założyciele chcą się wycofać z tej inwestycji.

Na pytanie, czy Chi-X może znaleźć się pod podobną presją ze strony akcjonariuszy, Hirander Misra odpowiada: – Jeżeli chodzi o przychody, zaczynamy wychodzić na swoje, więc nie generujemy dodatkowych kosztów dla akcjonariuszy. Wygląda na to, że jesteśmy jedyną realną inicjatywą, która się sprawdza jako alternatywa dla giełd. Nie jest powiedziane, że tak już zostanie na zawsze. Ale dla udziałowców wycofanie się nie byłoby szczególnie korzystne. Bardziej im się opłaca trwać przy nas, bo sami widzą, że opłaty od obrotów są bardzo niskie. Dopóki jesteśmy w stanie wychodzić z innymi inicjatywami, dopóty rozwijamy działalność, mamy realne poparcie dla dalszej dywersyfikacji.