Jak na razie niedźwiedzie wiele zdziałać nie mogą, gdyż nadzieje na ożywienie są zbyt silne. Po dzisiejszym handlu widać jednak, że nowe szczyty będą pewnie robione już na siłę, co wyraźnie kontrastuje z silną i zdrową zwyżką w połowie roku. Dzisiaj co prawda żadnych szczytów nie było, ale po porannej publikacji wskaźniku Ifo, gdy WIG20 podnosił się w rejon wczorajszych maksimów ataku na poprzednie szczyty nie można było wykluczyć. Niedźwiedzie jednak bronią granicy 2400 punktów niczym punktu swojego honoru. Gorsze od prognoz dane o wzroście amerykańskiego PKB w III kw. dodały im jeszcze większej pewności siebie.

Rewizja wspomnianych danych była tylko niewiele gorsza od oczekiwań i spadki indeksu jakie ona wywołała były zbyt duże jak na wymowę samych danych. Tłumaczy się jednak, iż to większe negatywne zaskoczenie w przypadku składowych odpowiadających za konsumpcję było przyczyną owego „przereagowania”. Trudno w to uwierzyć choćby z takiego faktu, że pod koniec listopada niewielu inwestorów powinno się przejmować tym co działo się w gospodarce kilka miesięcy temu.

Z innych danych warto wspomnieć o indeksie S&P/Case-Shiller, który mierzy ceny nieruchomości w 20 głównych metropoliach. Wskaźnik był gorszy od oczekiwań, ale w relacji miesięcznej wzrósł już czwarty miesiąc z rzędu, a roczny spadek okazał się najmniejszy od końca 2007 roku. Potem lepszy od prognoz okazał się indeks zaufania konsumentów, ale akcje nie kwapiły się do negacji wcześniejszego spadku. Kończymy zatem niezbyt ładnie wyglądającym prawie 2-procentowym spadkiem.

Na rynku walutowym reakcja na dane nie była aż tak widoczna. Oczywiście wystąpiła, ale nie w tak dużym stopniu jak to miało miejsce na polskim rynku akcyjnym. Zresztą zachodnie parkiety również o wiele lepiej zniosły nieco gorsze nastroje. Na uwagę zasługuje coraz gorszy sentyment do dolara. Dzisiaj przykładowo JPMorgan w swoim raporcie prognozuje spadek jego wartości do 1,62 za euro w drugim kwartale przyszłego roku.