Prezesi zakładów chemicznych z Polic, Puław, Kędzierzyna-Koźla i Tarnowa spotkali się wczoraj z zarządem Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz Gaz-Systemem. Próbowali nakłonić Michała Szubskiego, szefa PGNiG, do obniżki cen surowca, który jest im niezbędny do utrzymania produkcji. Przemysł chemiczny oczekuje też mniejszych opłat za niewykorzystane moce gazociągów. Jak zdradza nam osoba związana z jedną ze spółek uczestniczących w negocjacjach, rozmowy prowadzone w warszawskiej siedzibie gazowego monopolisty okazały się jednak niezwykle trudne.

– Żadna ze stron nie chciała ustąpić – usłyszeliśmy od niej.

W efekcie druga tura negocjacji – podobnie zresztą jak pierwsza, prowadzona w maju 2009 r. – zakończyła się fiaskiem.

>>> Czytaj też: "Zakłady chemiczne poszukują własnych źródeł dostaw gazu"

Tak zwanej wielkiej chemii nie pomogło nawet wsparcie Ministerstwa Skarbu Państwa, które podczas spotkania reprezentował wiceminister Adam Leszkiewicz. Nieoficjalnie mówi się, że przedstawiciel resortu miał naciskać PGNiG na przyjęcie warunków branży chemicznej. Oficjalnie MSP twierdzi jednak, że nie opowiada się po żadnej ze stron i wystąpiło w roli arbitra. Maciej Wewiór, rzecznik resortu, przyznał nam jednak, że to PGNiG musi pamiętać, jak ważnym produktem dla chemii jest gaz i jak istotnym odbiorcą surowca jest ta branża.

Gaz ziemny, który kupują polskie przedsiębiorstwa chemiczne, jest 20–30 proc. droższy od tego zużywanego przez konkurentów z Europy Zachodniej. Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPCh) ostrzega, że jeśli PGNiG nie obniży cen, największe zakłady stracą swych zagranicznych odbiorców.

– To właśnie ceny gazu w dużej mierze decydują o tym, czy polskie firmy mogą skutecznie konkurować z zachodnimi producentami – twierdzi Jerzy Majchrzak, dyrektor PIPCh.