Nazwy stojące za akronimem coraz bardziej tracą na znaczeniu pod rządami jego syna, Francoisa-Henri, który obecnie kieruje grupą. Drugie P stało się zbędne w 2006 roku, kiedy Pinault junior sprzedał sieć domów towarowych o tej nazwie w rok po tym, jak został prezesem. Printemps, którego flagowy sklep znajduje się w Paryżu, nie pasował do ambicji szefa, by zmienić firmę w operatora marek detalicznych z międzynarodowym potencjałem wzrostowym. Na sprzedaż w perspektywie kilku lat przeznaczona jest również firma sprzedaży katalogowej La Redoute, a także sieć sklepów meblarskich Conforma i firma rozrywkowa Fnac.

Jedynie pierwsze P w nazwie grupy wydaje się zachowywać jakiekolwiek znaczenie. Rodzina Pinault kontroluje 41 proc. udziałów w grupie PPR. CFAO, afrykański dystrybutor samochodów i leków, który stanowi najdalsze odejście od podstawowej działalności grupy, ma zadebiutować na paryskiej giełdzie. PP odda nad nim kontrolę, pozbywając się ponad 50 proc. udziałów. Ma to być sygnał, że zwrot ma charakter strategiczny, a nie jest jedynie próbą pozyskania gotówki, choć środki z oferty publicznej zostaną początkowo przeznaczone na redukcję zadłużenia grupy, które wynosi 5,5 miliarda euro i stanowi spuściznę po przejęciu w 1999 roku Gucci Group.

Analitycy od dawna twierdzili, że PPR traci na modelu rozległego konglomeratu, w którym zachodzą jedynie niewielkie synergie. Pinault nie ma jednak zamiaru zmieniania PPR w firmę czysto luksusową, skupioną wokół Gucci Group, włoskiej spółki specjalizującej się w modzie i produktach skórzanych. – Producenci dóbr luksusowych są z konieczności dosyć mali. To nie ma dla nas sensu – twierdzi źródło w firmie. Na rynku masowym potrzebujesz efektu skali i wielkości. Zamiast tego nowy prezes chce, by PPR stało się firmą lifestyle’ową, skoncentrowaną na ubraniach i akcesoriach, z dwoma środkami ciężkości – jednym luksusowym, skupionym wokół Gucciego, i drugim masowym opartym na Pumie, niemieckim producencie odzieży sportowej, w którym Pinault dwa lata temu przejął 69-procentowy udział.

„O ile obecna struktura PPR opiera się na zdywersyfikowanym konglomeracie (...) potencjalna transformacja w firmę luksusową i lifestyle, może wytworzyć znaczącą wartość”, napisali w niedawnym raporcie analitycy Citigroup. To pragmatyczna strategia. Producenci dóbr luksusowych są wyceniani wyżej niż firmy masowe, więc sprzedaż tych drugich po to, by kupować te pierwsze, grozi rozwodnieniem wartości dla akcjonariuszy.

Choć PPR nie komentuje potencjalnych celów akwizycji, analitycy sądzą, że może chodzić o takie firmy, jak Ralph Lauren, Levi Strauss, Abercrombie & Fitch, Tommy Hilfiger i Lacoste. Strategia ta nie jest pozbawiona ryzyka, ponieważ wymaga sprzedawania i kupowania po właściwej cenie. – PPR ma dobre doświadczenia, jeżeli chodzi o korzystne sprzedawanie firm, gorzej idzie jej z kupowaniem. Pumę kupiła w szczycie hossy, a za Gucci Group też zapłaciła dużo – powiedział Luca Solca, analityk w Bernstein Research. – Ta strategia ma sens i prawdopodobnie otwiera wiele możliwości wzrostowych. Trzeba jednak zapytać, na czym polega przewaga konkurencyjna PPR w markach lifestyle’owych i dlaczego miałaby odnieść w nich sukces?

Dla Pinaulta, którego mantra od czasu przejęcia sterów w spółce brzmi: żadnych akwizycji przed sprzedażą, byłoby wygodnie znaleźć właściwą markę za właściwą cenę, której nazwa zaczynałaby się na R. Wówczas PPR wciąż byłoby odpowiednią nazwą dla firmy, zakładając, że Puma zajęłaby miejsce Printemps.