– W zakup majątku w celu utworzenia stoczni, tak jak mieli to zrobić Katarczycy, nie wierzę. Kryzys w przemyśle stoczniowym trwa. Nowych kontraktów na budowę statków prawie się nie zawiera. Na takim rynku nawet mocni kapitałowo inwestorzy wstrzymują się z decyzjami o zakupach – mówi Dariusz Zarzecki, właściciel firmy Doradztwo Ekonomiczne, która wyceniała majątek Stoczni Gdynia.

Majątek stoczni, który nie zostanie sprzedany w przetargach – a jak widać po wpłaconych wadiach, pewne już jest, że wszystkiego nie uda się sprzedać – ma być sprzedawany na aukcjach. – Aktywa niesprzedane w przetargach zostaną wystawione na aukcje. Myślę, że to będzie już w grudniu, a sprzedającym będzie prawdopodobnie Bud-Bank Leasing, czyli obecny zarządca kompensacyjny stoczni – mówi Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.

Szczecin w gorszej sytuacji

W porównaniu z zainteresowaniem Stocznią Gdynia na majątek Stoczni Szczecin jest bardzo mało chętnych. Tymczasem zdaniem ekspertów jest on bardzo atrakcyjny i nabywców znaleźć może łatwo, gdy zmieni się jego przeznaczenie. – Nieruchomości Stoczni Szczecin mają dużą wartość, ale nie dla inwestorów branżowych. To atrakcyjne uzbrojone grunty położone blisko centrum Szczecina i Odry. W ich przypadku należy zrezygnować z przemysłowego wykorzystania i myśleć o przeznaczeniu pod budownictwo mieszkaniowe czy rekreacyjno-sportowe – uważa Artur Leszczyński ze szczecińskiej firmy Faktor Nieruchomości.

Jego zdaniem tereny stoczni są warte 300–500 zł za 1 mkw., a gdyby zmienić ich przeznaczenie, ceny mogłyby wzrosnąć nawet do 1000 zł. Zagospodarowanie tak dużego terenu jak po stoczni w Szczecinie trwałoby zapewne kilka lat. – Jeszcze kilka lat temu takie duże tereny zapewne cieszyłyby się dużym zainteresowaniem. Obecnie jednak deweloperzy mają duże banki ziemi i to, co ich może skłonić do zakupów, to dobra cena. Droga od wstępnej decyzji do zakupu nieruchomości postprzemysłowej jest długa. Czasami nic się nie daje wybudować na takim terenie – mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Dariusz Zarzecki, który uważa, że tereny stoczni w Szczecinie to raczej miejsce na prowadzenie biznesu, nie wyklucza jednak, że ktoś go kupi z przeznaczeniem na inne cele. – W Szczecinie jest nadpodaż powierzchni biurowych i mieszkań, są też inne atrakcyjniejsze dla deweloperów tereny. Wszystko jednak jest możliwe. W końcu w Londynie, czy innych dużych metropoliach powstały całkiem fajne dzielnice na terenach postprzemysłowych – mówi Dariusz Zarzecki. Nie ma pewności, że firmy, które wpłaciły wadia, ostatecznie kupią majątek stoczni. Wiara w inne niż biznesowe wykorzystanie terenów Stoczni Gdynia jest znacznie mniejsza niż w przypadku Szczecina.

Kłopotliwe sąsiedztwo

– Wątpię, czy byłoby zainteresowanie tymi terenami pod budowę mieszkań. To kwestia słabej lokalizacji, bo teren stoczni sąsiaduje z portem i wielkimi rozjazdami kolejowymi. Natomiast na cele magazynowo-produkcyjne z funkcją biurową to dobra nieruchomość – ocenia Michał Kowalewski z firmy Tyszkiewicz Nieruchomości. W jego ocenie obecnie wartość gruntów Stoczni Gdynia można szacować na 300–500 zł za 1 mkw., czyli podobnie jak w Szczecinie. Uzyskanie kwot wyższych byłoby trudne, bo podobne tereny np. przy obwodnicy Gdyni można kupić po 200–250 zł za 1 mkw.

Łącznie majątek obu stoczni został wyceniony na 419 mln zł. Dzisiaj odbędzie się licytacja majątku Stoczni Gdynia wycenionego na 300 mln zł, a jutro przetarg na zbycie aktywów Stoczni Szczecińskiej wycenionych na 119 mln zł. Wiadomo już, że nie ma inwestorów, którzy gotowi byliby kupić cały majątek jednej czy drugiej stoczni. Wynika to z kwot wpłaconych wadiów w wysokości 10 proc. wartości oszacowania majątku. W przypadku Gdyni inwestorzy wpłacili 26,5 mln zł, co jeszcze stosunkowo nieźle rokuje sprzedaży, ale w Szczecinie wadia wyniosły ledwie 2,6 mln zł, co oznacza mierne zainteresowanie bardzo wąskim wycinkiem stoczniowych zasobów. Eksperci nie spodziewają się jednak, żeby nawet w przypadku Gdyni potencjalnymi nabywcami majątku byli inwestorzy branżowi.