MICHAŁ FURA

W Japonii internet w komórkach jest tak dostępny, jak woda w kranie. Z pana prezentacji podczas niedawnego IAB Forum w Warszawie wynika, że używa go 9 na 10 użytkowników telefonów komórkowych. W Polsce jest odwrotnie. Co powinniśmy zrobić, by być drugą Japonią?

CHRISTOPHER BILLICH*

Można zrobić bardzo wiele. Kształt japońskiego rynku wynika z panujących na nim regulacji oraz polityki operatorów. Oczywiście, są pewne wyjątkowe rozwiązania, które trudno było przenieść do innych krajów. Jednym z nich jest ogromny i wyjątkowy w skali światowej wpływ japońskich operatorów na producentów telefonów komórkowych. Operatorzy w dużym zakresie decydują o tym, jakie funkcje mają telefony, jak duże są przyciski itp. Wszystko po to, by łatwo było korzystać z internetu. Inne rozwiązania są jednak absolutnie do przeniesienia.

Na przykład jakie?

Jest kilka rozwiązań, które mogą być zastosowane wszędzie. Po pierwsze, trzeba obniżyć ceny dostępu do mobilnego internetu oraz maksymalnie uprościć taryfy. Klienci zawsze chętniej korzystają z internetu w komórkach, jeśli dokładnie wiedzą, ile za niego płacą. W Europie takie podejście nie jest jeszcze standardem, choć trzeba przyznać, że wiele zmienia się na korzyść. Spore zmiany w podejściu do konstrukcji ofert i wprowadzenia stałych planów wymusiło na operatorach wprowadzenie na rynek iPhone’ów. Jednak jest jeszcze wiele do zrobienia.

Jakie jest kolejne rozwiązanie?

Operatorzy powinni radykalnie ograniczyć dochody ze sprzedaży treści. Tak stało się w Japonii, gdzie operatorzy uznali, że dużo ważniejszy jest dla nich większy ruch, czyli to, by klienci po prostu więcej czasu spędzali on-line. Dlatego operatorzy biorą tylko 10 proc. przychodów od sprzedaży treści, a reszta trafia do ich twórców. Dzięki temu mają szanse na rozwój oferty przyciągającej nowych klientów. Niestety, reszta świata działa inaczej. Operator bierze najczęściej od 50 do 70 proc. przychodów, a tylko 30 trafia do wytwórcy treści. Wejście na rynek komórkowy Apple, a potem Google powoli to zmienia. W przypadku telefonów tych dwóch firm, operatorzy biorą nie więcej niż 30 proc. przychodów, podobnym tropem poszła też Nokia.