Tuż po zjedzeniu świątecznego indyka Amerykanie zaczynają myśleć o wielkich zakupach. Czarny Piątek to oficjalny start zakupowego maratonu. Dzień po Święcie Dziękczynienia jest czarny, ponieważ właśnie wtedy handlowcy zaczynają odrabiać straty - czyli w księgach rachunkowych pojawiają się czarne zapisy zamiast czerwonych. Druga wersja mówi, ze termin Czarny Piątek powstał w latach 60. XX wieku w Filadelfii, która tego dnia została sparaliżowana przez goniących na zakupy Amerykanów. Szacuje się, że tym roku gorączka zakupów ogranie 134 miliony obywateli w całych Stanach.

Firmy w Stanach imają się wszelkich chwytów, by przyciągnąć klientów. Konkurencyjna walka jest ostra, bo Amerykanie mają zamiar wydać na prezenty mniej pieniędzy niż rok temu. Piżama za trzy dolary lub diamentowe kolczyki za niecałe osiemdziesiąt - bardzo proszę. Trwa wojna na marketingowe kampanie, godziny otwarcia, rabaty i obniżki cenowe.

Kohl’s, jedna z największych sieci sklepów w USA, otwiera w Czarny Piątek już o czwartej rano. Na klientów, którzy zjawią się na zakupach bladym świtem, czeka ponad 300 ofert specjalnych. Toys‘R’Us kusi wielkimi obniżkami, a sklepy Walmart będą otwarte całą noc. Pod choinką w amerykańskich domach ma znaleźć się w tym roku więcej praktycznych prezentów, więc duże promocje czekają na zainteresowanych sprzętem elektronicznym i artykułami gospodarstwa domowego.

Handlowcy w USA mają o co walczyć. Według szacunków Międzynarodowej Rady Centrów Handlowych ponad 25 proc. gospodarstw domowych w USA planuje w Czarny Piątek zakupy. 18 proc. z nich zjawi się w sklepach między północą a czwartą nad ranem, do godziny ósmej do centrów handlowych pójdzie kolejne 36 proc.