Od prawie dwóch miesięcy jest pan szefem PKO BP (PKOBP). Coś pana pozytywnie zaskoczyło, rozczarowało?

Jest łatwiej, niż oczekiwałem. Główny cel, jaki sobie stawiam, to uzyskanie w ciągu 100 dni trwałego wpływu na organizację, tak by działała ona zgodnie z moim wyobrażeniem. To pozwoli na szybkie i dynamiczne wprowadzenie nowych elementów. Wiem, co chcę osiągnąć.

Co okazało się łatwiejsze?

Ostrzegano mnie, że jest to duża, nieruchawa organizacja z niesympatycznymi pracownikami. To zupełnie się nie sprawdza. Zespół jest bardzo sympatyczny, a organizacja nie jest aż tak nieruchawa. Jest duża przestrzeń do niewymagającej wysiłku poprawy, potrzeba tylko mobilizacji. To normalne, że kiedy mamy do czynienia z dużą instytucją, mającą bardzo mocną pozycję, wewnętrzna mobilizacja, adrenalina potrzebna do walki rynkowej jest mniejsza. Z dynamicznych menedżerów pracownicy stają się urzędnikami. A ja nie chcę się dać wtłoczyć w ten tryb niekończących się narad i konferencji i to próbuję zmienić.

A nie bał się pan tego „gorącego krzesła”? Wiele można powiedzieć o funkcji prezesa PKO BP, ale nie to, że jest to stanowisko dające poczucie stabilności.

Traktuję to tylko jako większe wyzwanie. Zapis w kontrakcie, że będę prezesem pięć lat, nie byłby zbyt mobilizujący.

Dodajmy do tego przekonanie, że jest to bank, w którym rząd ma spore wpływy.

Dotychczas nie otrzymałem żadnego telefonu, czy to od ministra skarbu czy finansów. Jeżeli rząd chce pomóc bankowi w realizacji jego celów biznesowych, to bardzo dobrze – chętnie taką pomoc przyjmę.

A jeżeli rząd będzie chciał pomocy od banku?

Moim głównym zadaniem jest dbanie o pieniądze depozytariuszy. Minister skarbu państwa zapowiedział, że nie planuje wypłaty dywidendy zaliczkowej od PKO BP.

Ale może nie chodzić tylko o dywidendę. Od banku oczekuje się, że będzie lokomotywą akcji kredytowej w Polsce w przyszłym roku?

Nie jesteśmy od bycia lokomotywą, jesteśmy bardziej jak lotniskowiec, który ma pokonać konkurencję na tym rynku w Polsce, niezależnie od sytuacji gospodarczej.

>>> Czytaj też: "Damy tylko tyle kredytów, ile zbierzemy z depozytów"

A jak pan widzi perspektywy dla akcji kredytowej dla firm, bo to one są kluczowe dla gospodarki?

Jeżeli prognozy PKB idą w górę, to musi się zwiększyć zapotrzebowanie na finansowanie. I albo banki będą chciały na to odpowiedzieć, albo ceny kredytów będą bardzo wysokie. Wydaje mi się, że realny jest scenariusz pośredni – banki nieco się otworzą na kredytowanie, a ceny będą lekko spadały.