Z raportu firmy Deloitte, w którym przeanalizowano 18 państw, wynika, że podczas gdy w Europie Zachodniej wydatki na prezenty, żywność i spotkania towarzyskie będą nawet o kilkanaście procent niższe niż przed rokiem, w Polsce wzrosną one o 1,6 proc.

Na same prezenty planujemy wydać o ok. 2,3 proc. więcej niż 2008 roku, co pozwala twierdzić, że nawet jeżeli kryzys gospodarczy uderza w budżety domowe, to jego wpływ, póki co, pozostaje bardziej w sferze psychologicznej niż realnej. Tego samego nie można powiedzieć o państwach, w których świąteczne budżety były najwyższe. Brytyjczycy przeznaczą na prezenty i upominki o 15 proc. mniej pieniędzy niż w ubiegłym roku, a Irlandczycy aż o 29,1 proc. mniej. Wprawdzie w ujęciu kwotowym do najzamożniejszych narodów Europy jeszcze nam daleko, ale przynajmniej na skutek kryzysu nie musimy drastycznie zmieniać dotychczasowych przyzwyczajeń.

Mikołaj był z nami od marca

Inwestorzy giełdowi także nie powinni w tym roku narzekać. Po rózdze, którą w otrzymali od rynku w 2008 roku, stopy zwrotu z funduszy inwestycyjnych i portfeli akcji sięgają w najlepszych przypadkach trzycyfrowych wartości. W tym kontekście zamiast, jak co roku o tej porze, zastanawiać się jaką formę przybierze tzw. rajd św. Mikołaja, warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy aby nie pora powrócić do inwestowania opartego na solidniejszych fundamentach niż nieprzewidywalne emocje tłumu, nad którym nie mamy kontroli.

Całkowite opuszczenie rynku w nadziei na silna korektę byłoby przy obecnych nastrojach na światowych parkietach przejściem ze skrajności w skrajność. Lepszym rozwiązaniem może być ulokowanie środków w akcjach spółek korzystających z sezonowego oblężenia sklepów przez konsumentów, zwłaszcza, że w Polsce efekt ten jeszcze nie stracił na znaczeniu pod wpływem kryzysu gospodarczego. Konsumpcja indywidualna jest, obok wykorzystania środków unijnych przez firmy, najważniejszym czynnikiem roztaczającym parasol ochronny nad naszą gospodarką. O kilka procent więcej niż przed rokiem wydajemy na sprzęt AGD, telewizory, urządzenia elektroniczne, ale także na dobra szybko zbywalne.

Praktyczne prezenty górą

Przyjrzyjmy się zatem spółkom, dla których czwarty kwartał jest z reguły okresem generującym największe zyski oraz trendom, które w tym roku przesądzą, kto zyska, a kto straci. We wspomnianym wyżej raporcie o świątecznych strategiach zakupowych czytamy m.in., że konsumenci przy wyborze prezentów w zdecydowanej większości koncentrować się będą na praktycznych upominkach (74 proc. Polaków, 68 proc. Europejczyków). Kosmetyki, perfumy i książki znalazły się na pierwszym miejscu zarówno na liście planowanych zakupów, jak i na liście życzeń w większości badanych państw. Na dalszych miejscach, w przypadku Polski, uplasowały się, słodycze, ubrania, biżuteria i komputery.

Kto zarobi na Świętach

Na potencjalnych beneficjentów świątecznej gorączki wytypowaliśmy następujące spółki:

  • Kosmetyki: NFI Empik Media & Fashion (EMF) – kontroluje m.in. następujące marki: Empik, Smyk, Hugo Boss, Esprit, Mango, Mexx, Chanel, Dior, Kenzo.
  • Książki: Wydawnictwo Muza, EMF.
  • Ubrania: LPP (Reserved, Cropp, House), Redan (marki młodzieżowe: TOP Secret, Troll), Vistula (w tym biżuteria Kruk).
  • Komputery, laptopy: Karen Notebook, Komputronik.
  • Słodycze: Mieszko, Jutrzenka.

Wszystkie powyższe spółki, chociaż działają w różnych branżach, mają ze sobą coś wspólnego – co roku czwarty kwartał jest dla nich kluczowym okresem – w tym czasie generują największą część rocznych przychodów ze sprzedaży oraz zysków netto. Przykładowo spółka Empik Media & Fashion w latach 2005-2008 systematycznie wypracowywała ok. 80 proc. rocznego zysku netto tylko w IV kw., podobnie jak Komputronik czy Wydawnictwo Muza. W przypadku spółek odzieżowych wiele zależy od powodzenia kolekcji jesienno-zimowej i wyczucia rynku, ale na przykładzie LPP widać, że ponad 40 proc. zysku netto pochodzi ze sprzedaży między wrześniem a grudniem.

Fundamenty? Niekoniecznie

Zyski spółek niekoniecznie przekładają się na zachowanie kursów spółek notowanych na GPW, o czym najlepiej mogliśmy się przekonać w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Pomimo pogarszających się warunków biznesowych niemal w każdej branży, na warszawskim parkiecie wyceny papierów wartościowych podążały za nastrojami z innych rynków. Inwestorzy przestali zwracać uwagę na fundamenty poszczególnych spółek i skoncentrowali się na odzwierciedlaniu posunięć zagranicznych banków i funduszy inwestycyjnych. Tak jednak działają rynki finansowe – rola psychologii i czynnika ludzkiego jest ogromna. Podobnie z resztą było pod koniec 2007 i 2008 roku, kiedy w czwartym kwartale przestały liczyć się – wówczas całkiem niezłe – wyniki spółek, a na główną scenę wkroczyły problemy amerykańskich kredytobiorców i międzynarodowych banków.

Nie można powiedzieć, by spółki korzystające ze świątecznego boomu zakupów, poradziły sobie z najmocniejszym uderzeniem kryzysu lepiej od szerokiego rynku (obrazują to wykresy powyżej i poniżej). Wniosek, który można wyciągnąć na tej podstawie, stawia pod znakiem zapytania sensowność powyższych dywagacji i mógłby pretendować do tytuły „banału roku”: w krótkim terminie fundamenty się nie liczą. Zakupy zakupami, wyniki wynikami – notowania spółek w większej mierze zależą od ogólnej kondycji rynku.