Jaki jest pana werdykt w sprawie podróży Obamy do Chin?

Istnieje tendencja – moim zdaniem dość naturalna – do szybkiego oceniania takich zdarzeń, ale tak naprawdę na razie nic nie wiadomo. Trzeba zobaczyć, jak się rozwija ta polityka, bo czasami najważniejsze jest to, do czego doszło w prywatnych rozmowach.

Jak poważnym problemem dla gospodarki światowej jest sztywne powiązanie kursu renminbi z dolarem i jak szybko, pana zdaniem, Chiny zdecydują się z niego zrezygnować?

Moim zdaniem zaczynają się nasilać naciski ze strony innych krajów, nie tylko USA i Europy. Azja Wschodnia pierwsza wychodzi z kryzysu i – biorąc pod uwagę ilość płynności – w tym regionie, w wielu krajach rządy będą coraz częściej pytane o zamiary co do podwyżki stóp procentowych. To będzie trudniejsze, jeżeli chińska waluta będzie nadal dewaluować się wraz ze spadkiem dolara.

Od jakiegoś czasu w Chinach nasila się krytyka polityki gospodarczej USA. Czy Chiny mają rację, gdy niepokoją się, że Ameryka już tworzy nową spekulacyjną bańkę aktywów, mimo że ciągle jeszcze walczymy z konsekwencjami poprzedniej?

Jako negocjator – czy były negocjator – handlowy nie powiem, by krytyczne opinie na temat polityki rozmaitych krajów były dla mnie czymś nowym.

Uważam, że szerszym problemem jest kwestia światowej płynności, która – ze zrozumiałych względów – była w zeszłym roku odpowiedzią banków centralnych na zaniepokojenie sytuacją partnerów. Dla banków centralnych zawsze wyzwaniem jest to, jak długo można taki stan utrzymywać. W bardziej rozwiniętych krajach trzeba będzie odpowiedzieć na pytania: w którym momencie chcemy podwyższyć wymagania co do depozytu gwarancyjnego? Jakie inne kroki można podjąć, aby ograniczyć możliwości powstawania baniek spekulacyjnych w wyniku ekspansji kredytowej? Trzeba uprzedzać kolejną serię problemów – a to będzie jedna z nich.

A sytuacja fiskalna Ameryki? Na ile jest to sporna kwestia?

Uważam, że jest to narastający problem. Obecnie wydatki stanowią około 25 proc. produktu krajowego brutto i nie bardzo wiadomo, jak ten udział zmniejszyć. Nie da się uzupełnić tej luki majstrowaniem przy krańcowych stawkach podatkowych czy przy podatku dochodowym i tym podobnych: stamtąd pieniędzy nie będzie. Jedną z najważniejszych kwestii jest to, czy można poprawić dyscyplinę wydatków budżetowych.

Gdzie – poza Chinami i Brazylią – pojawi się najwięcej możliwości?

To zależy, czy patrzy się z punktu widzenia inwestora, czy bardziej z perspektywy makro. Przypuszczam, że będzie wiele możliwości inwestycyjnych, poczynając – może to niespodzianka – od Afryki Subsaharyjskiej, poprzez Azję Południowo-Wschodnią, po niektóre kraje Bliskiego Wschodu, które są wielkimi graczami.

Rok temu ludzie bali się, że zaczyna się drugi wielki kryzys, a dziś na Wall Street znowu widać potężne zyski – i prawdopodobnie premie. Czy należy się obawiać, że ten kryzys niczego nas nie nauczył?

Charakter mojej pracy na tym stanowisku wymaga nieustannego myślenia o dodatkowych wnioskach, jakie powinniśmy wyciągać. W sumie, mniej niepokoją mnie ludzkie sukcesy, a bardziej – niepowodzenia.

Które kraje najlepiej radzą sobie z kryzysem?

Kanada i Australia są na wysoko punktowanych miejscach.

Negocjator z sektora publicznego

Robert Zoellick objął stanowisko prezesa Banku Światowego w lipcu 2007 r., kiedy w gospodarce światowej zaczynał wysychać kredyt. Do Banku Światowego przyszedł z Goldman Sachs, gdzie był wiceprezesem i – w latach 2006–2007 – przewodniczącym komitetu doradców zagranicznych. Przez większość zawodowego życia był związany z sektorem publicznym; m.in. w latach 2001–2005 jako przedstawiciel handlowy USA uczestniczył w przygotowaniach do startu negocjacji handlowych w ramach Rundy Doha i w doprowadzeniu do końca przystąpienia Chin do Światowej Organizacji Handlu.