Ryzyko niewypłacalności Dubai World – funduszu jednego z emiratów Zjednoczonych Emiratów Arabskich – sprawiło, że inwestorzy przypomnieli sobie o kryzysie. Efekt? Gwałtowny wzrost awersji do ryzyka. A to na rynku walutowym oznacza ucieczkę do dolara. Na dodatek dolar zaczął się wzmacniać po plotkach o możliwych interwencjach banków Szwajcarii i Japonii, których celem miałoby być osłabienie rodzimych walut względem amerykańskiej. Ci, którzy wykorzystywali ją jako walutę bazową w transakcjach typu carry trade, zaczęli zamykać pozycje, co dodatkowo wzmocniło trend. Dlatego piątek zaczął się od umocnienia do poniżej 1,50 dol. za euro.

Zamieszanie odbiło się także na złotym. W ciągu dwóch dni złoty osłabł do poziomów z połowy listopada. Inwestorzy sprzedawali złotego, bo starali się zrealizować zyski z poprzednich dni. Złoty umacniał się systematycznie od początku listopada i z poziomu 4,30 zł za euro doszedł do 4,08 zł. Eksperci zaczęli się zastanawiać, kiedy euro będzie tańsze niż 4 zł.

Efekt Dubaju spowodował, że z umocnienia niewiele zostało. W czwartek i w piątek kilkakrotnie uruchamiały się automatyczne zlecenia typu stop loss. Piątek zaczął się od sześciogroszowego osłabienia złotego do dolara i czterogroszowego względem euro. Rynek ochłonął trochę pod sam koniec piątkowej sesji, po otwarciu giełdy na Wall Street. Skończyło się na poziomach 4,15 zł za euro i 2,75 zł za dolara.

Szybsza korekta

– Sprawa Dubaju mocno wstrząsnęła rynkiem. Ale trzeba pamiętać, w jakim momencie pojawiła się ta informacja. Rynki były w nieprzerwanej od wielu dni fazie wzrostu. Dubaj był silnym impulsem, który przyspieszył korektę – mówi Marek Wołos, z TMS Brokers. Według niego wiele wskazuje na to, że osłabienie złotego jest krótkoterminowe. – Sprawa Dubai World nie jest tak ważna, jak upadek Lehman Brothers w ubiegłym roku. Pewnie w ciągu najbliższych dni straci na znaczeniu. Tym bardziej że mamy dane o PKB i – miejmy nadzieję – złoty zareaguje tak, jak po informacjach za I i II kwartał. Czyli umocni się – mówi analityk.

Jego zdaniem dziś euro może potanieć do 4,12 zł, a dolar do 2,75 zł. Inni ekonomiści są podobnego zdania. Warunek: dane, które poda dziś GUS, powinny być lepsze od oczekiwań rynku. Analitycy szacują, że polska gospodarka między końcem czerwca a początkiem października rosła w tempie 1,2–1,3 proc. rocznie. Przedstawiciele Ministerstwa Finansów mówili w ubiegłym tygodniu o dynamice rzędu 1,2–1,4 proc.

– Gdyby okazało się, że mieliśmy wyższy wzrost albo struktura PKB byłaby lepsza niż w poprzednich kwartałach, wówczas byłaby to pozytywna niespodzianka. Być może nie udałoby się całkowicie zahamować negatywnego trendu, bo wynika on z globalnych przepływów kapitału. Ale efekt Dubaju mógłby zostać nieco osłabiony – mówi Piotr Bujak z BZ WBK.

Przełomowe 2 proc.

Jaki musiałby być wzrost PKB, żeby złoty ponownie zaczął się umacniać? Według Piotra Bujaka zbawienny wpływ dla waluty miałaby dynamika rzędu 2 proc. Podobnie uważa Jakub Borowski z Invest Banku. – To by znaczyło, że Polska nie tylko dobrze wypada na tle innych krajów, ale też utrzymuje stabilne, niezłe tempo wzrostu. Oczywiście ważne będą takie elementy struktury PKB, jak dynamika inwestycji, konsumpcja czy kształtowanie się zapasów. W pierwszym odruchu inwestorzy będą jednak patrzeć na wielkość wzrostu PKB – mówi ekonomista.