Z raportu opublikowanego przez Deloitte wynika, że wiele dużych europejskich firm z branży budowlanej przewiduje spadek inwestycji rządowych nawet o połowę. Tymczasem wydatki rządowe stanowiły koło ratunkowe dla grup budowlanych, bo projekty infrastrukturalne w rodzaju szkół, dróg i szpitali zapewniały przychody i krótkoterminową ochronę przed najgorszymi skutkami spowolnienia. Na przestrzeni ostatnich 18 miesięcy napływ prywatnych pieniędzy do sektora budowlanego gwałtownie spadł. Wiodąca brytyjska organizacja branżowa przewiduje, że w 2009 roku prywatne inwestycje spadną do poziomu z 1948 roku.

– Im wyższy dług publiczny, tym większa potrzeba ograniczania wydatków po stronie rządu. To nie jest pytanie „czy”, ale „kiedy” i jakich gałęzi przemysłu dotkną cięcia – powiedział Jack Kelly, specjalista w Deloitte. Podobnie jak spadku przychodów, prezesi obawiają się utraty wykwalifikowanych pracowników na rzecz innych gałęzi gospodarki. – Branża nie patrzy jeszcze na rok 2010, a my widzimy wyjątkową konkurencję cenową w całej Europie, bo firmy desperacko chcą zagospodarować swoją siłę roboczą, tak by móc ją wykorzystać, gdy ceny znowu zaczną rosnąć – tłumaczy Kelly.

Wprawdzie problem spadku inwestycji w sektorze publicznym będzie odczuwalny w całej Europie, ale wiodące firmy są przed nim lepiej chronione dzięki rynkowej dywersyfikacji. Zaangażowanie na rozwijających się rynkach Europy Wschodniej i dojrzałych rynkach Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii oznacza, że firma taka jak Vinci, największa europejska grupa budowlana z przychodami w wysokości 34 miliardów euro, może być lepiej przygotowana niż jej mniej zdywersyfikowani rywale, by wykorzystać ożywienie w dowolnym regionie.