Początek notowań na piątkowej sesji mógł wskazywać, że inwestorzy szykują się do panicznej wyprzedaży akcji na GPW. Niepokojące doniesienia z Dubaju i duże spadki w Azji spowodowały, że WIG20 rozpoczął dzień spadkiem o 4,06 proc. Poprawa nastrojów na świecie wyhamowała spadki i indeks zakończył sesję na poziomie 2316,97 pkt, czyli spadł tylko o 0,62 proc. Krzysztof Pado z Beskidzkiego Domu Maklerskiego, zwraca uwagę, że mimo słabego otwarcia WIG20 obronił się przed spadkiem poniżej dolnej linii kanału wzrostowego, który kształtuje się na wykresie indeksu od połowy sierpnia. Obecnie jego dolne ograniczenie znajduje się w okolicach 2237 pkt. Według analityka na razie nic nie wskazuje, aby indeks miał spaść niżej.

– Sądzę, że na przełomie grudnia i stycznia możemy spodziewać się jeszcze jednego ruchu wzrostowego WIG20 do górnego ograniczenia kanału wzrostowego, po którym indeks przez kilka tygodni będzie się utrzymywał w jego zakresie – mówi Krzysztof Pado. Dodaje, że za to w I kwartale 2010 r. może dojść do mocniejszej korekty. Jeśli WIG20 zdecydowanie przebije dolne ograniczenie kanału, potencjał spadku może być duży. Zniżka może sprowadzić WIG20 w okolice 2050 pkt.

W kategoriach korekty ostatnie spadki traktuje Przemysław Smoliński z DM PKO BP. – Dopóki jesteśmy powyżej wsparcia w okolicy 2275–2285 pkt, trwa korekta spadkowa. Jeśli w przyszłym tygodniu wrócą wzrosty, pierwsze poważniejsze opory dla WIG20 znajdą się w strefie od 2450 do 2500 pkt, ale sądzę, że indeks ma szansę w ciągu dwóch tygodni osiągnąć 2500 pkt – mówi analityk DM PKO BP. Przełamanie poziomu 2500 pkt otworzyłoby drogę do znacznie wyższych poziomów. Przemysław Smoliński ocenia, że WIG20 mógłby wzrosnąć o kolejne kilkaset punktów.

Co jeśli optymistyczny scenariusz się nie sprawdzi? – Mamy dwa dosyć ważne poziomy. Jeden to okolica 2275–2285 pkt, czyli strefa wsparcia. Po jej przełamaniu powinna zapalić się czerwona lampka. Wtedy należy postawić sobie po pierwszy raz pytanie, czy to rzeczywiście tylko korekta, czy może jednak impuls spadkowy – mówi Przemysław Smoliński. Potwierdzeniem, że sytuacja na GPW się pogarsza, byłoby przełamanie 2230 pkt. Poniżej tego poziomu nie należy już raczej mówić o korekcie, ale o wejściu w fazę spadków. W takim przypadku pierwsze wsparcie stanowiłyby okolice 2200 pkt. Po przełamaniu także tego poziomu, indeks może stracić co najmniej 100 pkt.

– Indeks może znaleźć się między 2100 a 2000 pkt, ale nie można wykluczyć silniejszego ruchu spadkowego – dodaje.