W ostatnich tygodniach inwestorów ogarnęła prawdziwa gorączka złota. Powszechnie oczekiwana wysoka inflacja, która ma być spowodowana „drukowaniem” pieniędzy w wielu krajach (a przede wszystkim w USA) czy też obserwowana już teraz wyraźna tendencja deprecjacji dolara doprowadziły do przekroczenia ważnej bariery cenowej 1000 USD za uncję złota i dalszej dynamicznej zwyżki żółtego metalu. Jak to zwykle bywa w takich momentach rodzą się spekulacje dotyczące docelowych poziomów trendu wzrostowego. Jak zwykle też karierę robią okrągłe liczby i obecnie najczęściej wspominanym poziomem jest 2000 USD za uncję.

Inwestycja w złoto dla pesymistów

Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej warto jednak zastanowić się nad fundamentalnymi przesłankami prognoz o dalszym dynamicznym wzroście cen oraz przeanalizować jak kształtowała się historycznie atrakcyjność inwestycji w złoto, szczególnie na tle innej ważnej klasy aktywów finansowych, czyli akcji. Zresztą kursy akcji, podobnie jak ceny złota, pną się w tym roku wyraźnie w górę. Z tym, że akcje kupują głównie inwestorzy widzący przyszłość światowej gospodarki na różowo, a po stronie popytu na złoto stoją przeważnie pesymiści.

Złoto, do roku 1971 z krótkimi przerwami, było podstawą systemów walutowych głównych gospodarek światowych. Funkcjonujący od 1944 do 1971 roku system z Bretton Woods, zakładał przywiązanie światowych walut do dolara. Stany Zjednoczone z kolei zapewniały wymienialność swojej waluty na złoto według kursu 35 USD za uncję. Dopiero po upadku systemu z Bretton Woods, spowodowanego zawieszeniem wymienialności dolara na złoto, stało się ono pełnoprawnym towarem, a nie odpowiednikiem waluty. Mimo więc, że jesteśmy w posiadaniu znacznie starszych dany na temat kursów złota, badanie historycznych stóp zwrotu ma sens tak naprawdę dopiero od 1971 roku. Najlepszym do porównań reprezentantem rynku akcji wydaje się być Standard & Poor’s 500 Total Return. Różni się on od „normalnego” S&P 500 tym, że uwzględnia zyski z wszystkich wypłacanych przez spółki dywidend oraz ich reinwestycję.

Złoto bardziej ryzykowne niż akcje?

Patrząc wstecz od początku lat 70-tych, złoto zanotowało większą średnią stopę zwrotu w skali roku niż akcje. Wynosiła ona 12,4 proc. dla inwestycji w złoto i 11,6 proc. dla inwestycji w akcje. Jednak, co ciekawe, znacząco wyższe było także ryzyko inwestowania w złoto. Zmienność kursów mierzona odchyleniem standardowym wyniosła aż 29,5 proc. w przypadku złota, w porównaniu do 18,3 proc. w przypadku akcji. Stosunek zysku do ryzyka był więc znacznie bardziej korzystny dla akcji. Zarówno za przewagę wielkości średnich stóp zwrotu jak i zmienności obliczanej w tym okresie odpowiadać wydaje się głównie dekada lat 70. Długo utrzymywane sztucznie na poziomie 35 USD za uncję, w dekadzie wysokiej inflacji, szoków naftowych czy inwazji ZSRR na Afganistan, złoto wystrzeliło jak z procy osiągając poziom aż 850 USD w styczniu 1980 roku.

Następne dwie dekady XX wieku należały już zdecydowanie do akcji, natomiast notowania złota przynosiły ujemne stopy zwrotu. Zmniejszał się jednocześnie poziom zmienności kursów. Sytuacja znowu odwróciła się diametralnie od początku bieżącego wieku. Portfele inwestorów, którzy po 2000 roku obstawiali żółty kruszec zamiast akcji osiągnęły zdecydowanie wyższe wartości. Dodatkowym atutem dla preferujących inwestowanie w złoto było znaczne obniżenie zmienności jego kursów. Przy okazji warto zauważyć, że w badanych okresach, nawet w czasie najgorszego dla inwestowania w akcje jakim jest mijająca powoli obecna dekada, te papiery wartościowe nie zanotowały ujemnych średnich stóp zwrotu. W przypadku złota zarówno lata 80-te jak i 90-te przyniosły natomiast ujemne średnie stopy zwrotu.

Czy obecnie nadal warto inwestować w złoto?

Pozostaje pytanie: czy tendencja rozpoczęta od początku bieżącego wieku będzie trwać także w następnych latach? Czy warto nadal inwestować w złoto? Warto w tym miejscu przeanalizować przesłanki fundamentalne, które według zwolenników inwestowania w złoto mają im zapewnić wysokie wzrosty kursu.

Inflacja, a ceny złota

Zwolennicy inwestowania w złoto prognozują znaczny wzrost inflacji mający nastąpić w niedalekiej przyszłości. Dosyć powszechne już od jakiegoś czasu oczekiwania znacznego wzrostu inflacji nie znajdują jednak jak na razie odzwierciedlenia w rzeczywistości. Co więcej, mogą nie zmaterializować się także w przyszłości. Powszechne przekonanie o nieuchronności znacznego przyśpieszenie wzrostu cen w USA i w innych krajach, gdzie znacząco wzrasta podaż pieniądza, wynika zapewne z klasycznej interpretacji ilościowej teorii pieniądza. Jednak klasyczna interpretacja, która dobrze sprawdza się w normalnych warunkach funkcjonowania gospodarki, zakłada, że szybkość obiegu pieniądza oraz liczba realizowanych transakcji są w przybliżeniu wartościami stałymi. Kryzys spowodował jednak znaczny spadek tych wartości i nawet jeżeli ostatnio ich poziomy wzrosły, to nie na tyle aby te spadki zrekompensować. Dodatkowo obecnie PKB w USA (w wielu innych krajach zresztą także) jest znacznie poniżej potencjalnego poziomu, co w połączeniu ze wzrostem wydajności pracy nie powinno kreować presji inflacyjnej. Warto w tym miejscu także wspomnieć, że akcje też stanowią dobrą ochronę przed znaczną inflacją. Chociaż raczej chronią w mniejszym stopniu niż złoto, ponieważ przedsiębiorstwa, tylko w części mogą przenieść koszty inflacji na nabywców wytwarzanych przez nie wyrobów.