Na GPW nie było aż tak wspaniale, ale otwarcie na 1,5 proc. zwyżce było bardzo dobrym wynikiem. Potem co prawda podaż doprowadziła do niewielkiej redukcji wzrostów, ale zasięg tego ruchu był minimalny co sprawiło, że pod koniec WIG20 powrócił na maksima. Jedynym uzasadnieniem końcowego wzrostu były lepsze od oczekiwań dane ze Stanów, ponieważ indeks Chicago PMI wzrósł do 56,1 pkt., i tym samym znalazł się najwyżej od grudnia 2007 roku, czyli początku recesji w Stanach.

Dobre informacje, choć o marginalnym znaczeniu, napłynęły z kraju. Zgodnie z wstępnymi szacunkami krajowa gospodarka w trzecim kwartale bieżącego roku powiększyła się o 1,7 proc., a więc zdecydowanie więcej niż prognozowane 1,3 proc. Mimo tak dużego pozytywnego zaskoczenia trudno było się dopatrzeć reakcji na zarówno na rynku giełdowym jak i walutowym.

Poza tymi dwoma czynnikami nie było już żadnych impulsów. Próbowano więc odgrzewać ubiegłotygodniowego kotleta, którym były problemy kredytowe Dubaju. Nic z tego nie wyszło nawet pomimo tego, że rządu Dubaiu oficjalne oświadczył, że nie zagwarantował on spłaty zobowiązań deweloperskiej firmy Dubai World (ponad 59 mld USD), a jedynie zapewnił jej bieżące finansowanie. Rynki po tym komunikacie nawet nie drgnęły, co pozwala stwierdzić, że problemy Dubaju pozostaną już problemami jednego kraju a nie całej Arabskiej finansjery.

Listopad ostatecznie WIG20 kończy wzrostem o 3,6 proc., wybiciem rynku na nowe szczyty (2441 pkt.) i niewielkim spadkiem zmienności w porównaniu października. Dodatkowo pozytywnym aspektem jest wzrost obrotów, ale na te trzeba patrzeć przez pryzmat gigantycznej oferty PGE na początku listopada. Dla aktywnych graczy takie wyhamowanie dynamiki może być sygnałem, że rynki już dojrzewają do korekty. Trzeba także uwzględnić, że dobre informacje nie wywołują już wzrostów, a za to dane odrobinę słabsze od oczekiwań powodują spadki. Stąd też powszechne oczekiwanie na giełdowy „Rajd Świętego Mikołaja” może się więc zmienić na świąteczny zjazd Mikołaja na sankach.