MARCIN PIASECKI, PAWEŁ SOŁTYS: Ile razy pan słyszał, że Balcerowicz musi odejść?

LESZEK BALCEROWICZ*:

Tych okrzyków nie dało się nie słyszeć. Rozlegały się z różną intensywnością. Jednak muszę powiedzieć, że wiele osób ulegało złudzeniom akustycznym. Wykrzykiwali to niektórzy agresywni przeciwnicy mojego programu, a zwolennicy milczeli. Obserwatorom się zatem wydawało, że istnieją tylko krytycy.

>>> Polecamy: Czas Balcerowicza minął

Spodziewał się pan, że po 20 latach powrócą kolejki? Przed świętami trzeba było czekać nawet półtorej godziny, aby wjechać na parkingi galerii handlowych.

To uboczne skutki dobrobytu. Nasz kraj w dużo większym stopniu przypomina Zachód niż 20 lat temu.

Czy można już mówić o dobrobycie w Polsce?

Mówimy o procesie. W 1989 r. przeciętny dochód na głowę Polaka był mniejszy niż 30 proc. dochodu w Niemczech. Teraz jest to prawie 50 proc.

>>> Polecamy: Nie ma możliwości zastąpienia PKB innym wskaźnikiem

Jak dogonić Niemców?

To nie wymaga masowych poświęceń. Powinniśmy jeszcze bardziej ulepszyć nasz silnik gospodarczy. Nie ma żadnego powodu, aby tyle przedsiębiorstw było ciągle państwowych. Należy prywatyzować. Teraz jest to szczególnie potrzebne, bo to pomoże uzdrowić finanse publiczne.

Co zatem ma robić państwo w wolnorynkowej gospodarce?

Obrona narodowa, policja – to powinno pozostać w gestii państwa. Do tego sprawny i sprawiedliwy wymiar sprawiedliwości. Elementarna edukacja. Państwo powinno być też obecne w infrastrukturze, pozostając otwarte na partnerstwo publiczno-prywatne. Wszystko to stanowi rdzeń funkcjonowania państwa. I jeśli ono właśnie w tych obszarach źle wykonuje swoje funkcje, to żadnym ustawodawstwem socjalnym się tego nie zrekompensuje.