Poproszeni o wskazanie trzech największych ryzyk dla gospodarki, 37. ekonomistów na 79-ciu ankietowanych stwierdziło, że Wielkiej Brytanii grozi kryzys fiskalny ponieważ inwestorzy nie chcą kupować rządowych obligacji po obecnie wysokich cenach. W rezultacie przyczynia się to do windowania stóp procentowych i wstrzymania odrodzenia.

Czołowi ekonomiści – z londyńskiego City, uniwersytetów,  tym siedmiu byłych członków Komitetu Polityki Monetarnej (MPC) Banku Anglii – podkreślają, że rząd musi przygotować plan poprawy finansów publicznych, ich większej przejrzystości i wiarygodności, jeśli Wielka Brytania ma uniknąć finansowego kryzysu, który dopadł Grecję i Irlandię w zeszłym roku.  

„Największe ryzyko tkwi w utracie zaufania do zdolności rządu w zakresie ponownego przejęcia przez niego kontroli nad publicznymi finansami” – mówi Howard  Davies, dyrektor London School of Economics i były członek MPC, uczestniczący w sondażu.

Sir John Gieve, wicegubernator Banku Anglii do zeszłego roku, twierdzi, że „niewłaściwe plany reakcji na deficyt fiskalny prowadzą do ostrego wzrostu stóp procentowych i spadku wartości funta sterlinga”.

Ale ekonomiści są podzieleni co tego, jak postępować w sprawie zagrożenia. Połowa podziela opinię konserwatystów, że konieczne są cięcia wydatków i podniesienie podatków w 2010 roku, podczas gdy połowa ostrzega, że gwałtowna redukcja pożyczek zaciąganych przez rząd może podważyć odrodzenie. „Istnieje niebezpieczeństwo wtórnej recesji, jeśli programy stymulacyjne zostaną wycofane zbyt szybko” – dowodzi David Blanchflower, były członek MPC.

W 2010 roku brytyjski rząd zaciągnie pożyczki stanowiące równowartość 13 proc. dochodu narodowego, co jest rekordem w czasach pokojowych. Aby zmniejszyć deficyt podjęto decyzję o wycofaniu od 1 stycznia tymczasowej redukcji podatku VAT o 2,5 proc., natomiast aż do kwietnia 2011 roku nie zaplanowano żadnych poważnych cięć w wydatkach.    

Większość ankietowanych ekonomistów sądzi, że gospodarka się odradza i w 2010 roku będzie wzrastać. Ale ich zdaniem brytyjski rząd i Bank Anglii są zbyt optymistyczni w kwestii tempa odrodzenia. Tylko 16 proc. uczestników sondażu uważa, że gospodarka będzie się rozwijać powyżej średniego tempa wzrostu 2,5 proc. na koniec 2010 roku – a to właśnie zakładają władze – podczas gdy 60 proc. sądzi, iż tempo będzie poniżej przeciętnej z powodu presji finansowej na gospodarstwa domowe i firmy.  

Generalnie ekonomiści są obecnie bardziej optymistyczni, niż okresie minionych dwóch lat, chociaż nieliczni spodziewają się kolejnych wielkich zawirowań. Optymizm ten podzielają szefowie ds. finansów (CFO), ankietowani przez firmę doradczą Deloitte, których zdaniem finansowe perspektywy są najlepsze od dwóch lat.