Choć ich data nie jest jeszcze znana, wczoraj praktycznie ruszyła kampania wyborcza. Sygnał do jej rozpoczęcia dał David Cameron. Konserwatyści, licząc się z tym, że premier Gordon Brown wyznaczy termin głosowania wcześniej niż na maj, postanowili od razu po nowym roku ruszyć do ofensywy.

>>> Czytaj też: "Wielkiej Brytanii grozi kryzys finansowy – ostrzegają eksperci"

Lider opozycji przedstawił wczoraj w parlamencie pierwszą część wyborczego manifestu swojej partii, a w kluczowych okręgach wyborczych zawisło tysiąc billboardów z jego wizerunkiem.

– Nie możemy w tym dłużej trwać. Jest tylko jeden sposób na wyjście z tego ogromnego bałaganu. To radykalna zmiana. Najpilniejszym zadaniem dla mojego rządu będzie obniżenie deficytu – przekonywał David Cameron. Podkreślił, że jest pierwszym od 30 czy 40 lat szefem opozycji, który do wyborów idzie nie z hasłami zwiększenia wydatków publicznych, lecz ich ograniczenia.

>>> Czytaj też: "60 mld funtów kosztowało ratowanie stabilności brytyjskich banków"

Za hasłem radykalnej zmiany kryje się bowiem powrót do konserwatywnych wartości zarówno w sferze społecznej, jak i gospodarce. W przyszłym roku budżetowym deficyt budżetowy kraju ma sięgnąć 178 mld funtów.

Choć Partia Pracy zapowiada jego redukcję o połowę w ciągu najbliższych czterech lat, ale z ograniczeniem wydatków woli poczekać, aż gospodarka wyjdzie z recesji, a także aż skończy się kampania wyborcza.

>>> Czytaj też: "Za 20 lat dług publiczny Wielkiej Brytanii może przekroczyć 270 proc. PKB"

Priorytetem konserwatystów – i jedynym obszarem wolnym od budżetowych cięć – ma być NHS, czyli powszechnie krytykowana i niedofinansowana państwowa służba zdrowia. Cameron obiecał poprawę usług medycznych w najgorzej rozwiniętych obszarach kraju.

Nierówności w dostępie do służby zdrowia w Wielkiej Brytanii w XXI w. są tak duże jak w czasach wiktoriańskich. Musimy skierować środki na najbardziej zaniedbane tereny – mówił. W ten sposób stara się też walczyć z łatką partii dobrze sytuowanych elit, jaką konserwatystom próbują przypiąć laburzyści.

Po trzecie Cameron zapowiada przywrócenie ulg podatkowych dla małżeństw, co ma zahamować postępujący upadek rodziny. W ciągu prawie 13 lat rządów laburzyści rozciągnęli wszystkie ulgi przysługujące małżeństwom na osoby samotnie wychowujące dzieci. Ale ubocznym skutkiem jest najwyższy w Europie odsetek nastoletnich ciąż i jeden z najwyższych wskaźników rozwodów.

>>> Czytaj też: "Wielkiej Brytanii potrzebna nowa Margaret Thatcher?"

Program Camerona niemal natychmiast skrytykował minister finansów Alistair Darling, który przekonywał, że jego realizacja kosztowałaby 45 mld funtów, choć opozycja nie wyjaśniła, skąd je wziąć. Sam za to zapowiedział, że tymczasowa 50-proc. stawka podatkowa dla najbogatszych obowiązywać będzie przez całą następną kadencję.

Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii muszą się odbyć nie później niż 3 czerwca. Choć najbardziej prawdopodobną datą pozostaje 6 maja, to po tym jak notowania Gordona Browna zaczęły się poprawiać, zaczęto spekulować, iż rozpisze on wybory na koniec marca.

Według sondaży konserwatyści utrzymują kilkupunktową przewagę nad Partią Pracy, co powinno im wystarczyć do zdobycia bezwzględnej większości w Izbie Gmin.