W spółce Google – której inżynierom można niekiedy zarzucić podejmowanie misji niezwiązanych z wynikiem finansowym – oznacza to pracę nad kształtowaniem przyszłości reklamy w gospodarce cyfrowej, którą Google współtworzyła.

>>> Czytaj też: Google i Microsoft sprawiły, że Twitter stał się zyskowny

Zaległości do nadrobienia

Po ośmiu miesiącach od przejścia ze stanowiska, na którym nadzorował z Londynu działalność Google w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, do centrali spółki w Mountain View w Kalifornii Nikesh Arora chce rozmawiać o historii reklamy. Oglądał na stronie YouTube Google telewizyjną reklamę lalek Barbie z 1959 roku. – W tej reklamie jest gość, który porusza lalką Barbie i jest radiowy dżingiel. Dziwimy się: Jakim cudem uważano to za dobrą reklamę telewizyjną? – ale można powiedzieć, że nadal jesteśmy w tym samym miejscu. Nadal ręcznie poruszamy lalką Barbie. Takie anegdoty kłócą się z futurystycznymi biurami Google w Nowym Jorku, ale David Eun, wiceprezes ds. strategicznych umów partnerskich, w osobnym wywiadzie mówi to samo. Twierdzi, że cały reklamowy ekosystem musi nadrobić zaległości.

Potencjał internetu

Obaj uważają, że kopiowanie reklam telewizyjnych w sieci nie wystarczy, jeżeli Google – i spółki z branży mediów, w których firma chce mieć partnerów – mają wykorzystać potencjał internetu.

>>> Czytaj też: Rynek reklamy spada, ale reklama internetowa kwitnie

Nikesh Arora chce doprowadzić do reorientacji debaty na temat reklamy online w taki sposób, by zwiększył się udział budżetów reklamowych dostępnych dla operatora wyszukiwarki. – W ciągu kilku najbliższych lat pojęcie reklamy online przejdzie do historii – mówi. – Przestaniemy mówić o reklamie online i będziemy mówić o reklamie. Radio, drukowane wiadomości, telewizja – wszystko to rozpowszechnia się według protokołu internetowego, a zatem te rozróżnienia w pewnym momencie znikną.

Mówi, że Google już dostrzega transformację reklamy graficznej. Reklamę w internecie sprzedaje się na zasadzie „strona po stronie”, ale dane dotyczące zachowań i rynek Ad Exchange, który Google nabyła, kupując DoubleClick, ułatwiają docieranie do docelowych grup konsumentów za pośrednictwem więcej niż jednej strony.

>>> Czytaj też: Francuscy wydawcy pokonali Google w sądzie