Prowadzona przez Urząd Regulacji Energetyki polityka taryfowa powoduje, że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo traci na sprzedaży gazu. Surowiec musi sprzedawać bowiem taniej niż go kupuje od Gazpromu. Tylko w I półroczu 2009 r. spółka straciła w ten sposób 493 mln zł. Wielkość utraconych przychodów ze względu na politykę taryfową w przypadku samych dostaw dla polskich zakładów tzw. Wielkiej Syntezy Chemicznej to 590 mln zł na przestrzeni 1,5 roku. Na tym przykładzie widać, że argument branży chemicznej, iż PGNiG drogim gazem wykańcza polskie zakłady, jest nieprawdziwy.

Z danych, do jakich dotarliśmy, wynika, że – gdyby zakłady chemiczne od stycznia 2008 r. do połowy minionego roku kupowały gaz na rynku spotowym (z natychmiastową dostawą), a nie jak obecnie w ramach umów terminowych, musiałyby zapłacić za surowiec o prawie 0,77 mld zł więcej. PGNiG sprzedawał bowiem w tym okresie gaz nawet o ponad 45 proc. taniej, niż można było go kupić na rynku niemieckim.

W lipcu jednak tendencja ta się odwróciła – na skutek spadającego zużycia gazu w Europie na rynku były spore nadwyżki surowca, w konsekwencji jego cena w zakupach spotowych spadła. W efekcie chemia kupowała przez ostatnie pół roku od PGNiG gaz droższy o 30–50 proc. niż na rynkach zachodniej Europy.

Branże gazowa i chemiczna domagają się zmiany polityki taryfowej URE. Chodzi o to, by URE szybciej reagował na zmiany rynkowe. Według Jerzego Majchrzaka, dyrektora Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, konstrukcja taryfy wymaga uelastycznienia. Analitycy przyznają, że regulator taryfę powinien ustalać nie raz na rok, ale raz na kwartał.

Zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych, konieczna jest też zmiana podejścia prezesa URE do swojej roli. – Dziś regulator zamiast pomagać, szkodzi, a to dlatego, że jego rola jest zbyt upolityczniona. Skoro PGNiG traci i chce podnieść taryfę, tak jak to miało miejsce w minionym roku, to dlaczego URE na to nie pozwala? Bo partia, z którą jest związana, nie chce stracić elektoratu. A podwyżka cen nośników energii do tego prowadzi – wyjaśnia.