RAFAŁ WOŚ:

Dlaczego Grecja znalazła się w tak poważnych tarapatach?

SIMON TILFORD*:

>>> Czytaj też: Nie będzie walizek euro na ratowanie bankrutującej Grecji

Dotąd na rynku finansowym panowało przekonanie, że opłaca się pożyczać pieniądze krajom wchodzących w skład strefy euro. W oczach inwestorów nie było wielkiej różnicy, czy chodzi o Greków, Niemców, czy Holendrów. W konsekwencji wiele krajów zaczęło żyć ponad stan. Z powodu łatwego dostępu do kredytów Grekom finanse publiczne zupełnie wymknęły się spod kontroli. Podobne problemy wiszą nad głową innych.

Kogo ma pan na myśli?

Portugalia, Hiszpania, Włochy. Wszystkie te kraje zaczęły po wejściu do strefy euro skręcać w złym kierunku. Nagle rząd i obywatele zaczęli dysponować łatwo dostępnym i wartościowym pieniądzem. Pojawiło się iluzoryczne poczucie dobrobytu. Zwłaszcza, gdy euro zyskiwało wobec dolara czy funta. Taka sytuacja miała jednak swoje fatalne konsekwencje. Włoskie czy greckie towary i usługi stawały się coraz mniej konkurencyjne. Na rynkach zaczęły przegrywać z obiektywnie lepszymi produktami niemieckimi czy tańszymi z Europy Wschodniej.

>>> Czytaj też: Pomoc dla Grecji to walka o wiarygodność euro

Gdyby Grecja, Włochy albo Portugalia nie były członkami strefy euro, mogłyby rozwiązać ten problem, dewaluując swoją walutę?

Właśnie. Gdyby nie było euro, mielibyśmy dziś falę spadków lira, peso czy drachmy wobec starej dobrej niemieckiej marki. Przyniosłyby one nieco wytchnienia.