Nie oznacza to, że kryzys minął - II połowa br. może być już gorsza. Dlatego kanclerz Angela Merkel ostrzegła, że „rok ten będzie trudny”. Większość ekonomistów spodziewa się wzrostu między 1 a 2 proc., ale są tacy, którzy twierdzą, że przekroczy 2 proc. Wiążą to z rolą Niemiec w eksporcie. Chociaż wyroby niemieckiego przemysłu czeka ostra konkurencja ze strony Chin, których eksport w 2009 r. wartościowo prześcignął niemiecki. 

>>> Czytaj też: Gdzie dojadą Niemcy za kolejne 20 lat?

Amerykańska firma Global Trade Information Services podaje, że Chiny w ciągu 10 miesięcy ub. roku sprzedały towary za 974 mld dolarów, gdy Niemcy za 918 mld dolarów. Eksport chiński od kwietnia był zawsze wyższy niż wywóz w Niemiec. We wspomnianym okresie skurczył się w Chinach o 20 proc., gdy w Niemczech już o 27 proc.

Niemniej Bundesbank zakłada na 2010 r. wzrost największej gospodarki Europy o 1,6 proc. Zwłaszcza, że po okresie recesji, zamówienia zagraniczne na wyroby niemieckiego przemysłu skoczyły o 20 proc., a na samochody nawet o 50 proc.
Przedsiębiorstwa zaczęły uzupełniać magazyny półproduktami i częściami, których pozbyły się w I połowie 2009 r. Dostrzegły, że rośnie światowy popyt na ich wyroby, co ożywiło przedsiębiorczość nad Łabą i Renem i dobrze wróży polskim dostawcom.

>>> Czytaj też: Niemcy ratują swoje fabryki

Ponadto pakiety stymulujące z początku 2009 r. będą kontynuowane w br. Poważany IfW Institute z Kiloni twierdzi, że rząd przeznaczy większe środki na wsparcie budownictwa niż w ub. roku. Uchroni to wiele miejsc pracy i wesprze wzrost gospodarczy w 2010 r.

Bezrobocie będzie rosło

Nie oznacza jeszcze, że Niemcy już wyszły z najgorszego od 1930 r. kryzysu. Większość instytucji ekonomicznych ostrzega przed wzrostem bezrobocia. Ich zdaniem jeśli nawet wzrost sięgnie 2,5 proc. to gospodarce daleko będzie do poziomu sprzed kryzysu. 

>>> Czytaj też: Produkcja przemysłowa w listopadzie wzrosła w Niemczech o 0,7 proc.

Wiele firm nadal cierpi na nadmiar siły roboczej i musi redukować załogi. Bezrobocie sięga już 4 mln ludzi i może wzrosnąć. Zwłaszcza, że ponad 1 mln zatrudnionych pracuje w skróconym czasie, a pracodawcy otrzymują za to finansowe wsparcie państwa. Niemniej szefowie wielu koncernów planują cięcia w zatrudnieniu, wynika z grudniowej ankiety Markit Institut. Z racji większego bezrobocia konsumpcja obywateli nie wpłynie na wzrost gospodarki mimo obniżki podatków o 24 md euro poczynając od 2011r. 

>>> Czytaj też: Kraje bałtyckie przed kryzysem rozwijały się najszybciej

Przedsiębiorcy będą ostrożniej inwestowali, gdyż banki nadal mają kłopoty z udzielaniem kredytów. Trudniej będzie zdobyć im kapitał choć odczuli dotkliwie spadek przychodów w 2009 r. Teraz często brakuje środków na konieczne inwestycje. Pamiętajmy, że w ub. roku w Niemczech zbankrutowało 34,5 tys. firm.

Ważnym czynnikiem utrudniającym eksport może też być mocne euro, które ograniczy konkurencyjność wyrobów „Made in Germany”, a nawet nie zagwarantuje utrzymania zdobytych już rynków.

Kłopoty zaczną się latem

Gospodarka niemiecka pozostanie więc wrażliwa. Może popaść w kłopoty latem, gdy rząd uzna, że najwyższy czas aby firmy zaczęły działać na własne ryzyko. W ramach ograniczania zadłużenia (tylko w 2010 r. pożyczy 86 mld euro) będzie ciął wydatki na zatrudnienie i inne cele publiczne, w tym budownictwo i infrastrukturę

>>> Czytaj też: Rosną rozmiary szarej strefy w Niemczech

Plan oszczędzania ruszy pełną parą w 2011 r. Rząd musi ograniczyć wydatki o 60 mld euro do 2016 r., by wywiązać się z przyjętego przez Bundestag zobowiązania zmniejszania potrzeb pożyczkowych rokrocznie o 0,35 proc. PKB.
W takiej atmosferze dalsza aprecjacja euro i ewentualny upadek kolejnego banku mogą zablokować odbudowę gospodarki i zepchnąć ponownie w recesję, ostrzegają eksperci.

Jedynym komfortem jest, że ryzyko może wystąpić dopiero w II połowie 2010 r., a nawet w 2011 r. Do tego czasu gospodarka niemiecka ma chwilę oddechu - i zapewne będzie rosnąć w tempie ponad 2 proc.