Jeśli nowa oferta Krafta na przejęcie Cadbury zostanie zaakceptowana przez akcjonariuszy brytyjskiej firmy, to nowego właściciela dostanie także polski Wedel. Od sprzedaży działalności Cadbury w Polsce i Rumunii zgodę na połączenie dwóch gigantów uzależniła bowiem Komisja Europejska.

Zdaniem analityków wcale niełatwo będzie sprzedać Wedla. Chociaż polska firma Jutrzenka (9,7 proc. rynku czekolady) podtrzymuje chęć odkupienia Wedla, to zdaniem Tomasza Manowca, analityka Biura Maklerskiego Banku BGŻ, Wedel byłby w zasięgu ręki krajowych producentów, jeśli zostałby wystawiony na sprzedaż w częściach. Jeśli na sprzedaż zostanie wystawiona całość biznesu czekoladowego, żadną z polskich firm nie będzie na nią stać.

– Sama marka Wedla jest wyceniana na 400 mln zł. Gdy doliczymy do tego wartość trzech fabryk w Warszawie, na Bielanach Wrocławskich oraz będącej na ukończeniu w Skarbimierzu, wartość sprzedawanego biznesu wzrasta do 700 mln zł – zauważa Tomasz Manowiec. Jego zdaniem obok Jutrzenki nabyciem mógłby być zainteresowany Wawel, który ma nie tylko coraz lepszą pozycję na rynku, ale i pieniądze.

– Byłby w stanie wygospodarować na inwestycje 100–200 mln zł – zauważa Tomasz Manowiec. Dlatego eksperci uważają, że Wedel wpadnie jednak ponownie w ręce zagranicznego inwestora – z branży lub finansowego. Niewykluczone, że może być to koncern Hershey, który mógłby w ten sposób zadebiutować na polskim rynku słodyczy. Hershey jest firmą, o której sam Cadbury mówi jak o pożądanym partnerze dla siebie. Hershey ma już licencję od Cadbury na produkcję i sprzedaż wyrobów pod tą marką na rynku amerykańskim. Jednak samodzielnie nie ma szans na przebicie oferty Krafta. Jako drugą do spółki wskazuje się grupę Ferrero, już obecną na polskim rynku i także wykazującą zainteresowanie brytyjskim producentem.

W rynku czekolad udziały połączonego Cadbury i Ferrero wyniosłyby 30 proc. – uratowałyby Wedla przed sprzedażą – uważa Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Konkurencja nie powinna jednak obawiać się, że nowy gracz zacznie dyktować bardzo niskie ceny.

– Dojdzie do połączenia firm o silnych markach, których celem jest utrzymanie się na wyższej półce cenowej, a nie zejście do niższej – tłumaczy Andrzej Gantner.