Poniekąd wstrzemięźliwość inwestorów jest zrozumiała, o ile uznamy, że powodów do zwyżek na światowych rynkach faktycznie dostarczyły agencje informacyjne, a nie mniej znane wydarzenia. Wzrost importu surowców do Chin może naturalnie świadczyć o ożywieniu tej gospodarki i jej rosnących potrzebach, które mogą pomóc wydźwignąć się ze stagnacji globalnej gospodarce, co byłoby dobrą informacją tłumaczącą zachowanie indeksów w Azji i dalej w Europie. Lecz warto pamiętać, że dane są już historyczne, a nie dalej jak w zeszłym tygodniu Bank Ludowy Chin zapowiedział uczynienie kroków w celu przyhamowania akcji kredytowej (pompującej ceny nieruchomości), zatem trzeba się liczyć ze spadkiem popytu, także na surowce ze strony Państwa Środka. Choć, oczywiście, zawsze to lepiej, kiedy popyt trzeba powstrzymywać, niż kiedy trzeba go pobudzać.

Wracając do GPW - WIG20 do wyrównania szczytu intra-day z ostatniego wtorku zabrakło ledwie pięciu punktów (0,2 proc.). Obroty były dziś wyraźnie niższe niż w piątek, co zawsze - przy wysokich cenach akcji - budzi obawy o faktyczną kondycję popytu. 

Cena ropy wzrosła dziś o 0,2 proc. przekraczając poziom 83 dolarów za baryłkę, złoto skoczyło o 1,5 proc. do 1153 dolarów za uncję i jest już najdroższe od miesiąca, a miedź podrożała o 2 proc. Wszystko to na fali doniesień z Chin i przy wspomaganiu ze strony rynku walutowego.

Dolar spadł dziś do euro o 0,8 proc. i jest najtańszy od połowy grudnia. Czyżby więc fala wzrostowa dolara miała zakończyć się na ledwie dwutygodniowym wzroście wartości o 5 proc.?

U nas dolar spadł w trakcie dnia nawet poniżej 2,8 PLN, co nie zdarzyło się od miesiąca. Euro potaniało do 4,067 PLN, ale w ciągu dnia było nawet o dwa grosze niżej, co także jest wynikiem najlepszym (dla złotego) od mikołajek. Frank natomiast utrzymał się przy 2,75 PLN, choć w trakcie dnia testował grunt o dwa grosze niżej.