Nośniki inwestycji, jakimi są papiery wartościowe zabezpieczone długiem (CLO), tworzy się, łącząc w pule wierzytelności z tytułu kredytów udzielonych spółkom o niskich ocenach wiarygodności i refinansując te aktywa poprzez emisję długu, podzielonego na transze o różnym stopniu ryzyka. Wzrost zainteresowania CLO jest tak znaczny, że analitycy oczekują rychłego pojawienia się w USA popytu na nowe emisje.

>>> Czytaj też: "Ryzykowne kredyty są najdroższe od roku"

– Widać zdumiewające ożywienie w całej strukturze kapitałowej – powiedział Dan Smith, szef oddziału GSO Blackstone – funduszu, który specjalizuje się w długu i tworzy wiele takich konstrukcji finansowych.

Najbardziej podrzędne transze niektórych papierów CLO – te z najniższą oceną, tzw. pierwsze w kolejce do strat – kosztują dziś na rynku 50 centów za dolara, wobec 5 centów za dolara w niedalekiej przeszłości. Za transze najwyższe, z oceną „potrójne A”, płaci się znacznie ponad 80 centów za dolara.

Za wzrostem wartości tych instrumentów kryje się spadek obaw przed niewypłacalnością i poprawa wyników finansowych spółek. Te same czynniki doprowadziły do wzrostu cen aktywów podstawowych. Wyższe ceny i fakt, że wielu dłużników refinansuje i spłaca kredyty, oznacza, że zarządzający CLO odzyskują pieniądze, które, ponownie skierowane na rynki, podsycają ożywienie.

Papiery oparte na wierzytelnościach są tak wysoko lewarowane, że niewielkie zmiany wartości aktywów podstawowych mają nieproporcjonalnie silny wpływ na ceny transzy CLO.

W ślad za spektakularnym wzrostem rynku wtórnego także i na rynku nowych emisji zaczynają się pojawiać oznaki ożywienia.

– Z Wall Street nadchodzą propozycje gwarantowania nowych nośników CLO – powiedział Steve Hickey, szef pionu lewarowanych kredytów w Goldman Sachs.

Dodał jednak, że ewentualne nowe emisje będą bardziej konserwatywne i w mniejszym stopniu finansowane długiem niż konstrukcje tworzone trzy lata temu.

W latach boomu instrumenty CLO były na ogół finansowane w 7–8 procentach kapitałem własnym, a w pozostałej części długiem. Przewiduje się, że w nowych emisjach udział kapitałów własnych będzie co najmniej dwukrotnie wyższy.

Z powrotu CLO najbardziej ucieszy się społeczność private equity. Przed trzema laty, podczas boomu, ponad 80 proc. popytu na tani dług, stanowiący paliwo transakcji private equity, przypadało na CLO. Odkąd runął rynek CLO, finansowanie transakcji private equity jest znacznie mniej atrakcyjne.

Natomiast losy obligacji, zabezpieczonych wierzytelnościami hipotecznymi, ostro kontrastują z ożywieniem instrumentów opartych na wierzytelnościach kredytowych.

– W segmencie kredytów dla przedsiębiorstw nie doszło do takich szaleństw, jak w papierach opartych na wierzytelnościach hipotecznych – komentuje Dan Smith. – W przypadku CLO podstawowe aktywa zawsze były dość mocne.

>>> Czytaj też: "Firmy bronią derywatów"

Niemniej bankowcy nie spodziewają się, by na rynku wtórnym ceny nadrzędnych transz CLO wzrosły do 100 centów za dolara, ponieważ ich rentowność jest niewiele wyższa od trzymiesięcznej stopy LIBOR dla dolara – aktualnie o 25 punktów bazowych.