Propozycja miała paść w grudniu, w czasie gdy odchodzący po dwóch kadencjach szef państwa był w Moskwie z ostatnią wizytą. 75-letni prezydent Chorwacji, jeden z najstarszych czynnych polityków w Europie, nigdy nie zajmował się wielkim biznesem. Dawny komunistyczny aparatczyk, a później dysydent, więzień sumienia i jeden z ojców-założycieli niepodległej Chorwacji, przez ostatnie 10 lat pełnił funkcję szefa państwa, prestiżową, ale daleką od realnej władzy.

Prezydent nabiera wody w usta

W grudniu, w czasie moskiewskiej wizyty starannie unikał odpowiedzi na pytania, czy Zagrzeb weźmie udział w projekcie. Krytykował jedynie centroprawicowy rząd za to, że nie przystąpił do rozmów, zanim decyzję o porozumieniu z Rosją podjęły Węgry, i Chorwacja przestała być potrzebna jako państwo tranzytowe. – Przegapiliśmy debatę, w czasie gdy był na nią czas – twierdził. South Stream, gazociąg o przepustowości powyżej 60 miliardów metrów sześciennych rocznie, ma zaopatrywać w gaz południową Europę, w tym Włochy, jedną z największych gospodarek Unii. Rosyjski Gazprom tworzy go wespół z włoskim Eni Paolo Scaroni. South Stream, biegnący po dnie Morza Czarnego do bułgarskiej Warny, a stamtąd przez Serbię, Węgry i Słowenię, ma być południową wersją gazociągu bałtyckiego Nord Stream, który łączy rosyjski Wyborg i niemiecką Greifswalde.

Deal, który mieli zaproponować Rosjanie, jest prosty: zgoda Chorwacji na podłączenie do systemu South Stream, a w zamian za to Mesić stanie na czele chorwacko-rosyjskiej spółki zajmującej się tranzytem gazu. Jutarnji list podkreśla, że próba skaptowania na pokład kolejnej głowy państwa jest elementem strategii Gazpromu.

 >>> Polecamy cały artykuł: Gazprom kaptuje znanych polityków