Do dzisiaj miało się okazać, czy Urząd Regulacji Energetyki zatwierdzi nowe ceny dla PGE i Taurona. Decyzje jednak na razie nie zapadły i nie zapadną.

– Zgodnie z procedurą przewidzianą w kodeksie postępowania administracyjnego zawiadomiliśmy strony postępowań o ich przedłużeniu, ze względu na szczególną złożoność spraw, do 1 lutego – mówi Agnieszka Głośniewska z Urzędu Regulacji Energetyki. Sprzedawcy z PGE i Taurona to już ostatnie firmy, które dotychczas nie zgodziły się na cenowe sugestie URE i ciągle chciały większych podwyżek, niż regulator byłby skłonny zaakceptować.

>>> CZYTAJ TEŻ: Za gaz będziemy płacić nawet 30 proc. więcej

Według informacji DGP, w przesłanych energetykom zawiadomieniach URE nadal sugeruje, żeby w kalkulacjach cen detalicznych uwzględnili cenę hurtową w wysokości 175 zł za 1 MWh. To główny przedmiot sporu, bo zdaniem sprzedawców po 175 zł prądu nie można nigdzie kupić. Niewykluczone jednak, że tym razem sprzedawcy ugną się przed żądaniami regulatora.

– Sytuacja się zmieniła. Najpierw wszyscy byliśmy przeciwko URE, ale Energa i Enea się wyłamały. Poza tym miał się zmienić szef urzędu, a nowego ciągle nie ma, nie wiadomo, kiedy będzie i czy zgodziłby się na większe podwyżki – mówi przedstawiciel jednego ze sprzedawców proszący o zachowanie anonimowości. Twierdzi, że bez podwyżek od nowego roku jego firma traci więcej, niż gdyby przystała na stawki proponowane przez URE.

Ostateczny efekt na razie więc jest taki, że nadal nie wiadomo, ile po spodziewanych podwyżkach będą płacić za prąd klienci sprzedawców z grup PGE i Tauron, czyli 10 firm spośród 14 obsługujących gospodarstwa domowe. Mniej niewiadomych jest w przypadku cen dystrybucji, bo URE zatwierdził już zmienione taryfy 12 spośród 14 dystrybutorów. Na nowe cenniki czekają RWE Stoen Operator i PGE Dystrybucja Białystok.