Okazało się, że wszyscy chcą inwestować w złoto, a w prognozach pojawiły się kosmiczne ceny: 1,5 – 2 tys. dol. za uncję.

>>> Polecamy: Cena złota może skoczyć do 1500 dolarów za uncję

Co łączy tulipany, kolej żelazną, ropę, ryż, domy, internet i złoto? Pozornie nic, ale dla ekonomistów związek jest oczywisty – to bohaterowie spekulacji, na których można było szybko zbić fortuny, a potem równie szybko je stracić. Dziś numerem jeden jest złoto, kupowane na potęgę już nie tylko przez jubilerów i przemysł, ale przede wszystkim przez fundusze inwestycyjne. Nie da się ukryć – w celach spekulacyjnych. To nie kojarzy się dobrze. Właściwie niesłusznie, bo cóż innego jak nie chęć zarobku napędza giełdy, dając kapitał na rozwój biznesu. Ale doświadczenia ostatnich lat każą patrzeć na spekulantów z ostrożnością, bo to, co robią, powoduje, że rynki – papierów wartościowych, walut czy surowców – coraz częściej przypominają kolejkę górską, w której wysiadły hamulce.

>>> Polecamy: Platyna - nowy inwestycyjny hit na rynku metali

Kolejna bańka?

Jakież znaczenie dla świata mogła mieć tulipomania, dzięki której w XVII-wiecznej Holandii wielu hodowców kwiatów i kupców zarobiło majątek? Albo gwałtowny rozwój kolei żelaznych w latach 40. XIX w.? Kilka bankructw, złamanych karier, lokalny kryzys. Najnowsze przykłady to zupełnie inna sprawa. Coś zaczyna drożeć i wydaje się, że cena będzie piąć się w górę w nieskończoność. Moda rozprzestrzenia się błyskawicznie po świecie, najpierw mnożąc zyski, a potem siejąc spustoszenie i strach.

Czy „moda” to określenie dobrze opisujące złożone procesy gospodarcze? Chyba tak. Wprawdzie każda bańka spekulacyjna ma swoje podłoże ekonomiczne, ale jest pompowana przez tych, którzy mają największe szanse, by na ruchu w górę zarobić. Gdy takich jest coraz więcej, efekt śniegowej kuli robi swoje. Racjonalizm ustępuje miejsca szaleństwu zakupów, podsycanemu przez producentów i ekspertów prognozujących coraz to nowe pułapy cenowe, nad którym już żadna siła nie jest w stanie zapanować. Wydaje się, że wszyscy zapominają o zasadzie, że jeśli coś mocno zdrożało, to w końcu musi stanieć.

>>> Polecamy: Nowe rekordy ceny złota

Tak było podczas internetowej bańki, która w ciągu pięciu lat wywindowała indeks amerykańskiej technologicznej giełdy NASDAQ z 1 tys. do ponad 5 tys. punktów, by w ciągu roku zjechać do 2 tys. punktów. Tak było z ropą – baryłka z 51 dol. na początku 2007 r. wspięła się do 150 dol. w lipcu 2008 r., a w grudniu kosztowała już... 37 dol. Podobny mechanizm był w ostatnich latach powodem horrendalnego wzrostu cen żywności niemal na całym globie czy nieruchomości w Stanach Zjednoczonych.