Znowelizowany przepis nie pozwalałby bankom na uwzględnianie posiadanych udziałów mniejszościowych w spółkach zależnych przy ustalaniu stopy kapitału podstawowego. Chodzi o wskaźnik wyznaczający poduszkę kapitałową (aktywa ważone ryzykiem), jaką są obowiązane utrzymywać na pokrycie podejmowanego ryzyka. Banki twierdzą, że jedną z konsekwencji byłoby znaczne obniżenie kapitałów własnych – i to właśnie teraz, gdy muszą podwyższać kapitał, aby sprostać wymogom organów regulacyjnych. Nieopłacalna stałaby się zagraniczna ekspansja, zwłaszcza na wschodzących rynkach.

>>> Czytaj też: "Szef BIS za ewolucyjną zmianą umowy Bazylea II"

Drakońska propozycja

– W przeciwieństwie do większości propozycji Bazylejskiego Komitetu ds. Nadzoru Bankowego sposób, w jaki potraktowano udziały mniejszościowe, jest dość drakoński. Jeśli chodzi o pozostałe rozwiązania, lwią część należało wprowadzić już dawno – mówi Daniel Davies, analityk z Credit Suisse.

Analitycy uważają, że przedstawione propozycje, które silnie wpłyną na banki w Europie i Japonii. W USA ta kwestia budzi mniejsze zainteresowanie.

W wyliczeń, przedstawionych w notatce analityków z Evolution Securities, wynika, że akcje mniejszościowe stanowią 7,2 proc. kapitału materialnego HSBC. To oznacza, że ten bank musiałby obniżyć kapitał, uwzględniany przy wyliczaniu współczynniku kapitału podstawowego, o 8 mld dol.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Crédit Agricole i BNP Paribas: tam w rękach mniejszościowych akcjonariuszy znajduje się, odpowiednio, 12 proc. i 13 proc. kapitału.

Wymienione banki uchyliły się od komentowania sprawy.

Wściekli bankierzy

To, co naprawdę rozwścieczyło banki, to fakt, że w myśl tych samych reguł, które nie pozwalają traktować posiadanych udziałów mniejszościowych jako udziałów w kapitale podstawowym banku, banki byłyby równocześnie zobowiązane do uwzględniania, przy wyliczaniu ryzyka bilansowego, łącznych ważonych ryzykiem aktywów podmiotów zależnych.

Organ regulacyjny uważa takie rozwiązanie za racjonalne. Twierdzi, że bank może odpowiadać w pełnym zakresie za straty podmiotu zależnego, natomiast kapitał akcyjny w rękach mniejszościowych udziałowców nie musi wspierać strat innych członków grupy.

Banki ripostują, że mogą się wycofać z upadłego podmiotu zależnego i lobbują na rzecz zmian w projekcie Komitetu Bazylejskiego. Już znalazły zrozumienie w banku centralnym Włoch.

– Uważamy, że kompromisowe rozwiązanie będzie polegać na proporcjonalnym zmniejszeniu aktywów ważonych ryzykiem – mówi Daniel Davies.

Dyskusja odbiła się szerokim echem na wschodzących rynkach, gdzie krajowe organy regulacyjne często wymuszają na bankach światowych wprowadzanie lokalnych inwestorów do grona akcjonariuszy, co ma zapewnić, że co najmniej część zysków pozostanie w kraju.