Związki zawodowe protestują przeciwko planom zamknięcia jednej z pięciu fabryk Fiata we Włoszech. Związki są jednak osłabione przez recesję, a chwiejny centroprawicowy rząd nie chce wchodzić w drogę jednemu z najpotężniejszych koncernów przemysłowych w kraju. Niektórzy analitycy twierdzą więc, że Marchionne dopnie swego.

Zagrożone Termini

Niekorzystna sytuacja włoskich pracowników stała się widoczna w zeszłym tygodniu. Tego samego dnia, kiedy francuski rząd zmusił Renault, który otrzymał państwowe wsparcie, by utrzymał produkcję Clio we Francji, Marchionne na targach motoryzacyjnych w Detroit powtórzył swoją deklarację z zeszłego roku, że byłoby szaleństwem utrzymywanie produkcji Fiata w fabryce Termini Imerese na Sycylii po roku 2011.

Pracownicy w tym zakładzie natychmiast odeszli od taśm produkcyjnych, a związkowi liderzy zapowiedzieli na 3 lutego półgodzinny strajk we włoskich fabrykach Fiata. Fiat twierdzi, że tracił 1 tys. euro na każdej, kosztującej 60 tys. euro Lancii Ypsylon, wyprodukowanej w Termini Imerese. Koncern opisuje fabrykę, która zatrudnia 1,4 tys. osób, jako „katedrę na pustyni”, znajdującą się na końcu niewydajnego łańcucha dostaw.

Produkcja nowego Ypsilona ma zostać przeniesiona do fabryki Fiata w polskich Tychach. Jednak w przeciwieństwie do Carlosa Ghosna, prezesa Renault, który w weekend został wezwany do prezydenta Francji w celu wytłumaczenia swojej strategii, Marchionne wydaje się mieć znacznie mocniejszą pozycję negocjacyjną w stosunkach z włoskim premierem, Silvio Berlucsonim. Negocjacje Renault i Fiata ze swoimi rządami są determinowane przez polityczne kampanie przed wyborami regionalnymi, które w obu krajach odbędą się w marcu.

Berlusconi bezsilny

O ile jednak Sarkozy lubi prężyć muskuły i pokazywać, że wspiera francuskich czempionów gospodarczych, to wpływowy włoski konsultant gospodarczy, który wolał pozostać anonimowy, twierdzi, że Berlusconi, osłabiony przez obyczajowe skandale i procesy sądowe, nie ma dość sił, by zetrzeć się z Marchionne. Taktyka Rzymu polega na wspieraniu wątpliwości Brukseli co do łamania unijnych zasad wspólnego rynku przez konkurentów Włoch. W ubiegłym tygodniu Claudio Scajola, minister ds. rozwoju gospodarczego, odpowiedzialny za negocjacje z Fiatem i związkami zawodowymi, zwrócił się do Antonio Tajaniego, europejskiego komisarza ds. przemysłu, by przeanalizował potencjalne zaburzenia rynkowe, spowodowane przez udzielenie bezpośredniego wsparcia przez „niektóre kraje” ich koncernom motoryzacyjnym.

Scajola wydaje się akceptować argumenty Fiata za zamknięciem fabryki na Sycylii i już szuka alternatywnych rozwiązań. W przeciwieństwie do Renault i innych europejskich koncernów motoryzacyjnych, Fiat nie przyjął tanich pożyczek rządowych, choć skorzystał z częściowo finansowanych przez budżet funduszy pomocowych dla zwalnianych pracowników. Fiat, podobnie jak jego rywale, chciał skorzystać z opłacanego przez państwo programu złomowania starych samochodów, ale wskazuje, że niegrzeszący gotówką włoski rząd nie wywiązał się ze swoich zobowiązań i wciąż jest mu winny miliard dolarów w postaci ulg podatkowych.

W ubiegłym miesiącu Marchionne zaatakował rząd za głębokość kryzysu europejskiego sektora motoryzacyjnego i nieustający brak konkurencyjności włoskich fabryk, mimo że on sam zdołał wyprowadzić Fiata na prostą.

W ubiegłym roku 22 tys. włoskich pracowników Fiata w pięciu tamtejszych fabrykach wyprodukowało 650 tys. aut. Dla porównania, mniej więcej tyle samo wyprodukowało 6,1 tys. pracowników w polskich Tychach, a 9,4 tys. osób w brazylijskiej fabryce Fiata w Betim osiągnęło wynik 730 tys. sztuk. Fiat prognozuje, że łączny popyt w Europie spadnie w 2010 roku do 12 mln samochodów z 13,5 mln w roku ubiegłym.

Zwolnienia i obietnice

Średnio 30 proc. włoskich pracowników Fiata zostało w ubiegłym roku zwolnionych.

Marchewka Marchionne to propozycja przeniesienia produkcji modelu Panda z przeciążonej fabryki w Polsce do niemal bezczynnego zakładu Pomigliano D’Arco w pobliżu Neapolu w 2012 roku. Roczna produkcja mogłaby wynieść 300 tys. samochodów. Biorąc pod uwagę liczbę obecnych zwolnień, związki są sceptyczne jeżeli chodzi o to, ile miejsc pracy może powstać.

Deklaracja Marchionne, że taki ruch wymagałby znaczących nakładów i ekonomicznej racjonalności inicjatyw przemysłowych, sugeruje, że będzie się on domagał znaczących ustępstw od rządu centralnego i samorządów, a także od związków zawodowych.